*************
*Oczami Nicole*
Po pysznym śniadaniu przechadzaliśmy się z Harrym spokojnie ulicami Londynu gdy w pewnym momencie zobaczyłam biegnącą prosto na mnie zapłakaną Ness.Gdy tylko do mnie dobiegła wzięłam ją w ramiona i przytuliłam.
-Boże drogi, Ness...Ness co się stało?-zapytałam tuląc ją.
-Victor on...on nie...on nie żyje-wychlipiała i pogrążyła się w uścisku.Harry gładził ją po plecach uspokajając.
-Chodź idziemy do domu-powiedziałam i podtrzymując ją razem z Harrym szliśmy w kierunku domu chłopaków.
-Tak się cieszę że Cię znalazłam...byłam u was, tam dowiedziałam się że wyszliście...biegam tak po centrum Londynu od jakiejś godziny...
-Boże drogi, trzeba było zadzwonić, Ness...
-Nie wzięłam telefonu...byłam spanikowana nie wiedziałam co robić...od razu pobiegłam do ciebie-po tych słowach spojrzałam w jej zielone oczy.Skrywał się w nich ból i smutek.Kochała go, kochała go całym sercem.Przez całą drogę płakała nie chcąc powiedzieć dokładniej jak to się stało.Gdy doszliśmy do domu bez zatrzymania zaprowadziłam ją na górę do pokoju Harrego w tym czasie on robił nam herbatę.Usiadłyśmy na łóżku a ona ponownie się rozpłakała.Zrobiło mi się przykro.Kilka łez spłynęło po moim policzku.Victor był moim najlepszym przyjacielem był jak mój brat.Kochałam go.
-Ness...jak to się stało?-zaczęłam.
-On...on i Jonathan (wzdrygnęłam się na jego imię) byli na imprezie...przedawkował...-spuściła głowę w dół.
-Boże...-zakryłam usta ręką.Przecież oni już skończyli z narkotykami.Znów wpakowali się w to bagno.
-To moja wina...to wszystko moja wina...nie powinnam go zostawiać!Powinnam jechać z nim!-obwiniała się.
-Ness nie!To nie jest twoja wina!-lekko się zbulwersowałam.
-Gdybym tam była to bym go dopilnowała...
-Ale cię tam nie było!Byli jego przyjaciele i wiedzieli że ma z tym problem myślisz że nie zrobili tego specjalnie?Jako jedyny z nich był lojalny i spokojny!Chcieli się go pozbyć nawet gdy byś go upilnowała teraz mogę się założyć że zrobili by to inaczej...znasz ich-powiedziałam uspokajając się na koniec.
-Tak...masz rację...jako jedyny taki był...-po tych słowach wtuliła się we mnie.
-Będzie dobrze...obiecuję.Wszystko się ułoży.Ness, będziemy miały wreszcie normalne życie...obiecuję-wyszeptałam jej do ucha.I w tym momencie Harry przyniósł nam herbatę.
-Mogę z wami zostać jeśli chcesz-powiedział ledwo słyszalnie.Przecząco pokiwałam głową.
-Nie ma takiej potrzeby Harry...ale...dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy-powiedział i wyszedł lekko zamykając za sobą drzwi.Położyłam się na plecach a Ness ułożyła się obok.
-Będzie dobrze...obiecuję-szepnęłam gładząc ją po ramieniu.
-Dzięki tobie w to wierzę...dziękuję Nicole.Zawsze jesteś przy mnie-powiedziała zamykając oczy.Tak po krótkim czasie zasnęła.Pocałowałam ją w czoło i nakryłam kocem.Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku przypominając sobie wydarzenia z dzisiejszego dnia.Ostatni raz spojrzałam na moją śpiącą przyjaciółkę i wyszłam z pokoju.Zeszłam na dół.Chłopcy siedzieli spokojnie cicho oglądając telewizję.Harry stał przy blacie.Widząc moją smutną minę wyprostował się i staną naprzeciw rozpościerając ramiona.Wbiegłam w nie z płaczem.Przytulał mnie czule z miłością.Zachłysnęłam się jego zapachem.Teraz czułam się bezpieczna.Mogłam trwać w tym uścisku wiecznie.Ciepło odbijało się od niego przez co czułam że odpływam.Jego silne ramiona trzymały mnie.
-Nigdy mnie nie puszczaj, nigdy mnie nie zostawiaj...proszę...potrzebuję cię...obiecaj-szepnęłam mu na ucho nadal mocno go tuląc.
-Nigdy bym...
-Obiecaj-przerwałam mu.-Obiecuję-szepną jeszcze mocniej mnie ściskając.Poluzował uścisk przez co lekko się od niego odchyliłam.
-Przepraszam cię Harry...przepraszam za wszystko-szlochnęłam-ale dziękuję ci...dziękuję ci że zawsze jesteś przy mnie...dziękuję ci-szepnęłam.
-Nie masz za co przepraszać...to ja powinienem ci dziękować.
-Za co?-zdziwiłam się lekko i wytarłam rękawem łzy.Ują moją twarz w dłonie.
-Za to że jesteś-powiedział ściszonym głosem.Patrzyliśmy sobie prosto w oczy nasze twarze dzieliły centymetry.
-Harry...mam pytanie-powiedziałam.
-Yhmmm...-mrukną.
-Kiedy mnie wreszcie pocałujesz?-szepnęłam.Po tych słowach wbił się namiętnie w moje usta.Całował czule.Chciałam by ta chwila trwała wiecznie.Poczułam motylki w brzuchu.Lekko odrywając się od niego spojrzałam mu w oczy jeszcze raz go przytulając.
-Dziękuję...-mruknęłam.Chwyciłam go za rękę i poszliśmy na górę.Położyliśmy się w pokoju gościnnym.Powiedziałam mu o wszystkim co się dokładnie stało i ponownie łza spłynęła mi po policzku.Szybko ją otarł lekko muskając moje wargi.
-Będzie dobrze...-szepną a ja wtuliłam się w niego i tak odpłynęłam do krainy morfeusza.
*Trzy dni później*
Właśnie kierowałyśmy się do Birmingham na pogrzeb.Jechałyśmy same.Ja i Ness.Trzymałam ją za rękę mocno ściskając.Dojechałyśmy do domu pogrzebowego w dość szybkim czasie.Wysiadłyśmy z taksówki.Rozpoznałyśmy kilku naszych znajomych.Przywitałyśmy się i stanęłyśmy przed drzwiami wejściowymi.
-Nie musisz tam wchodzić jeżeli nie chcesz-szepnęłam.
-Nie Nicole...muszę-ścisnęła mocniej moją rękę.Weszłyśmy do środka.Zobaczyłam go...zwrócił na mnie wzrok.Patrzyłam mu prosto w oczy z pogardą.Przełknęłam ślinę i odwróciłam wzrok.Ness zalała się łzami.Martwe ciało Victora leżało w trumnie.Podbiegła do niego i wycałowała.kilka jej łez kapnęło mu na dłonie.Podeszłam do niej i lekko przytuliłam po czym moja ręka wylądowała na zimnym policzku mojego przyjaciela.W moich oczach zebrały się łzy ale nie dałam się.Zatrzymałam je.Musiałam być silna...dla Ness.Po chwili weszło kilku mężczyzny odciągając nas o niego i zamykając trumnę.Udaliśmy się wszyscy do kaplicy.Ktoś chwycił mnie za ramię.Odwróciłam się.
-Nicole...możemy porozmawiać?-zapytał.
-Nie.Nie jestem tutaj po to by z tobą rozmawiać Jonathan-warknęłam.
-Nicole...proszę.
-Nie-powiedziałam i odeszłam szybkim krokiem.Ceremonia minęła szybko.Pożegnaliśmy go z należytym szacunkiem.Na grobie złożyłyśmy kwiaty a Ness zapaliła znicz.Pomodliłam się za niego i odeszłyśmy.Odeszłyśmy płacząc jako ostatnie.Wracałyśmy do domu.Cały czas trzymałam ją za rękę.Nie wyobrażałam sobie że mogłabym ją teraz puścić.Gdy weszłyśmy do domu jeszcze raz ją przytuliłam a ona poszła do pokoju w którym obecnie nocowała.W domu było cicho.wszyscy już spali.Nie dziwiłam się była 23:00.Poszłam do pokoju Harrego i przebrałam się.O dziwo jeszcze na mnie czekał.Lekko pocałowałam go w policzek i przytuliłam szybko zasypiając.Gdy rano wstałam Harrego już przy mnie nie było.Zeszłam na dół i tam zobaczyłam coś co naprawdę mnie ucieszyło.Niall rozmawiał z Nessi a ja zobaczyłam pierwszy uśmiech na jej twarzy od kilku dni...
**********
Mam nadzieję że się spodobał i liczę na jakiś komentarz ;**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz