wtorek, 31 grudnia 2013
Pomagam
Hejoł :D Mam tutaj blog mojej koleżanki ;) Zapraszam do czytania i komentowania :) You Want It :)
sobota, 28 grudnia 2013
czwartek, 26 grudnia 2013
Rozdział 22
*Nicole*
Obudziłam się.Słabe światło oświetlało pokój z pod zasłon.Rozejrzałam się wokoło.Pusto.Lekko podniosłam się i osunęłam do krawędzi łóżka, wstając.Powolnym krokiem zbliżyłam się do łazienki.Stając przed lustrem nie wierzyłam w siebie.Wyglądałam jak psu z gardła wyciągnięta.Blada twarz,mocno widoczne wory pod oczami,zapadnięte policzki.Wydarzenia z wczorajszego dnia dały się we znaki.Starałam się o tym nie myśleć.Zrzuciłam z siebie t-shirt Harrego po czym zsunęłam z siebie bieliznę i weszłam pod prysznic.Zaraz po odkręceniu wody poczułam na skórze przyjemnie ciepło oraz orzeźwienie.Lubiłam brać długie prysznice.Dzięki nim czułam że wszystkie moje kłopoty spływają gdzieś razem z wodą zostawiając mnie w spokoju.Po zakończonym relaksie wyszłam z kabiny i otuliłam się ręcznikiem.Wyszłam z łazienki po rzeczy do ubrania.Z moich włosów kapała woda tworząc mokrą ścieżkę z łazienki prosto do walizki.Wyjmując z torby kilka ubrań i kosmetyczkę wróciłam do łazienki.Powoli nasunęłam na siebie wyciągnięte ciuchy i zaczęłam suszyć włosy.Po skończonym procesie nacieplania mojej głowy związałam włosy w wysokiego koka na czubku mojej głowy.Zabrałam się za zakrycie wszystkich niedoskonałości na mojej twarzy.Podkład,kreski i trochę tuszu.Spojrzałam w lustro ostatni raz i powtarzając sobie w duchu że będzie dobrze byłam gotowa na wszystko co miało się dzisiaj wydarzyć.Wychodząc z łazienki potknęłam się i runęłam na ziemię uderzając głową o krawędź szafki.Trochę mnie zamroczyło i zrobiło mi się trochę słabo ale po chwili wszystko wróciło do normy.Ostrożnie się podniosłam i odłożyłam rzeczy na szafkę.Obejrzałam się po pokoju i lekko uchylając drzwi wyszłam na korytarz.Powolnym krokiem zeszłam na dół.W kuchni siedziała Ness z chłopakami, zauważając mnie lekko się uśmiechnęła.Stanęłam w progu opierając się o ścianę a Harry podszedł do mnie całując mnie w czoło i lekko przytulając.
-Zrobiłem ci śniadanie-szepną.
-Dziękuję-cmoknęłam jego policzek i poczochrałam go po włosach.Usiadłam przy talerzu na którym leżały dwa naleśniki z bitą śmietaną.Jadłam w ciszy.Nie chciałam poruszać żadnych tematów nie miałam na to najmniejszej ochoty ponieważ przez dwa najbliższe dni muszę załatwić pogrzeb i inne ważne sprawy związane z babcią.Po skończonym posiłku odniosłam talerz do zlewu i umyłam go.Na parapecie zauważyłam zdjęcie moje i babci.Oczy mi się zaszkliły.Stanęłam w bezruchu przypominając sobie każdą chwilę z nią spędzoną.Talerz wyleciał mi z rąk rozbijając się na miliony kawałków.Przetarłam oczy i podnosząc pierwszy kawałek szkła z nieuwagi wbiłam go w rękę.Krew leciała ciurkiem z mojej dłoni.Harry natychmiast do mnie podbiegł podnosząc mnie z podłogi i trzymając za rękę.
-Chodź muszę opatrzeć Ci rękę-powiedział.-Ness zajmie się talerzem-popatrzył na nią znacząco a ona kiwnęła głową-Chodź-powiedział chwytając mnie za drugą rękę i ciągnąc za sobą.Weszliśmy do małej łazienki.Hazz chwycił mnie za talię i posadził na szafce obok zlewu.
-Gdzie jest apteczka?-zapytał.
-W pierwszej szufladzie pod lustrem-wskazałam palcem.Wyciągną cały ekwipunek apteczki.Wziął wodę utlenioną i przemył moją ranę.Ostrożnie opatrzył moją rękę i po skończonym procesie oczyszczania nakleił plaster.Zbliżył swoją twarz do mojej.
-Nie denerwuj się tak.Jesteś strasznie zestresowana.Musisz się uspokoić-cmokną lekko moje usta.-Kocham Cię ale musisz mi coś obiecać...-szepnął.
-Słucham...-mruknęłam.
-Spędzisz ze mną teraz trochę czasu, masz powiedzieć mi wszystko co ci leży na sercu i masz się uspokoić-pogłaskał mnie lekko po włosach-Okey?-zapytał.Pokiwałam głową na tak i lekko się do niego przytuliłam.Wyszliśmy z łazienki trzymając się za ręce i skierowaliśmy się do pokoju w którym obecnie nocowaliśmy.Położyłam się na łóżku i Harry zaraz obok mnie.Położyłam głowę na jego ramieniu i rysowałam palcem różne symbole na jego brzuchu.
-Wiesz co mnie męczy...że to akurat ona.Ta która była dla mnie najważniejsza.
-Bliscy kiedyś muszą odejść.Podobnie jak my sami.Teoretycznie jesteśmy świadomi tego że każdy z nas odejdzie kiedyś z tego świata ale kiedy przychodzi moment całkowitego zaśnięcia na wieki bardzo ciężko się z tym pogodzić.
-Tak ale to nie ma najmniejszego sensu.Gdybym wiedziała że jest chora lub że źle się czuje mogłabym pogodzić się z tym że odchodzi ale to było niespodziewane.W pierwszej kolejności nie dowierzałam że to się stało ale w momencie ostatnich słów lekarza "nie ma już ratunku" mój umysł przyjął do siebie że ona już nie wróci.
-Będzie dobrze obiecuję-cmokną mnie w czoło a ja w tuliłam się w niego jeszcze bardziej.To właśnie w nim kochałam.Mogłam mu powiedzieć o wszystkim a on nigdy mnie nie osądzał tylko pomagał uporać się z problemem.Leżeliśmy w ciszy ale jak zawsze coś musiało ją przerwać.Mój telefon zaczął wibrować na szafce nocnej.Szybko się podniosłam i odebrałam.
-Panna Carter?-usłyszałam głos w słuchawce.
-Tak.Słucham?
-Dzwonię ze szpitala.Chcę poinformować że pani babcia miała chwilowe zatrzymanie serca.Proszę o natychmiastowe przybycie.
-Dobrze zaraz będę-odparłam i w podskokach zbiegłam na dół.Zawołałam Ness i Nialla.Harry był tuż za mną.
-Nicole co się stało?-zapytała moja przyjaciółka.
-Dzwonili ze szpitala, coś z babcią.-powiedziałam, nakładając na siebie kurtkę.Wsiedliśmy do starego samochodu babci.Nie ma to jak cisnąć się w małym garbusie.Szczerze mówiąc "ciasny ale własny".W szpitalu byliśmy po 30 minutach bo samochód nie jeździł zbyt szybko.Wbiegłam na górę i weszłam do gabinetu lekarza który zajmował się moją babcią.
-Dzień Dobry-powiedziałam wchodząc do pokoju-O co chodzi z zatrzymaniem serca?-zapytałam.
-Dzień Dobry.Chodzi o to że pani babcia żyje.Miała nagłe zatrzymanie serca.Jest to nagły stan chorobowy w którym dochodzi do nagłego zatrzymania pracy mechanicznej serca przez co ustaje krążenie krwi.Może to trwać kilka godzin lub dni.Wygląda to jak zgon i właśnie gdy już zajmowaliśmy się pani babcią w pewnym momencie odzyskała puls.Całe szczęście że trwało to u niej tylko kilka godzin.Mogło być gorzej.
-Czyli ona żyje?Tak?Jak się czuje?
-Żyje-uśmiechną się lekko-Jej stan jest dobry,czuje się w miarę dobrze i chyba niedawno zasnęła.Odzyskuje siły.Będziemy musieli zostawić ją na kilka dni na obserwację ale jej stan o wiele się poprawił.
-Mogę do niej zajrzeć?
-Jasne.Ma pani do tego pełne prawo.Mam tylko pytanie czy mogła by pani powiadomić swoich rodziców?
-Wolałabym żeby pan to zrobił nie mamy za dobrych kontaktów.-wytłumaczyłam-Więc ja już pójdę.Dziękuję bardzo-wyszłam z gabinetu i po drodze na salę babci wytłumaczyłam wszystko moim towarzyszom.Siedzieliśmy w sali gdy ona spała.Cieszyłam się jak nie wiem co.Całe szczęście że to tylko zatrzymanie akcji serca.Może spędzę z nią jeszcze trochę czasu.Tak właśnie miną nam tydzień.Odwiedzaliśmy ją a w dzień wypisu musieliśmy wracać do Londynu.Była w domu, bezpieczna.Moi rodzice z nią zostaną.Muszę powiedzieć że trochę nas to zbliżyło.Przynajmniej trochę się do nich odzywam.Pożegnaliśmy się z babcią i obiecaliśmy jej że będziemy dzwonić codziennie.Rozmawiałam z Ness gdy w pewnym momencie zauważyłam jak moja babcia komunikuje się z Harrym (moja babcia mistrz angielskiego!) śmiesznie to trochę wyglądało ale nie usłyszałam co do niego mówiła.Pożegnaliśmy się z nią i wsiedliśmy do taksówki.Wsiadając do samolotu zapytałam Harrego o to co pytała go babcia.
-To tajemniaca...-tylko tyle usłyszałam z jego ust.
Obudziłam się.Słabe światło oświetlało pokój z pod zasłon.Rozejrzałam się wokoło.Pusto.Lekko podniosłam się i osunęłam do krawędzi łóżka, wstając.Powolnym krokiem zbliżyłam się do łazienki.Stając przed lustrem nie wierzyłam w siebie.Wyglądałam jak psu z gardła wyciągnięta.Blada twarz,mocno widoczne wory pod oczami,zapadnięte policzki.Wydarzenia z wczorajszego dnia dały się we znaki.Starałam się o tym nie myśleć.Zrzuciłam z siebie t-shirt Harrego po czym zsunęłam z siebie bieliznę i weszłam pod prysznic.Zaraz po odkręceniu wody poczułam na skórze przyjemnie ciepło oraz orzeźwienie.Lubiłam brać długie prysznice.Dzięki nim czułam że wszystkie moje kłopoty spływają gdzieś razem z wodą zostawiając mnie w spokoju.Po zakończonym relaksie wyszłam z kabiny i otuliłam się ręcznikiem.Wyszłam z łazienki po rzeczy do ubrania.Z moich włosów kapała woda tworząc mokrą ścieżkę z łazienki prosto do walizki.Wyjmując z torby kilka ubrań i kosmetyczkę wróciłam do łazienki.Powoli nasunęłam na siebie wyciągnięte ciuchy i zaczęłam suszyć włosy.Po skończonym procesie nacieplania mojej głowy związałam włosy w wysokiego koka na czubku mojej głowy.Zabrałam się za zakrycie wszystkich niedoskonałości na mojej twarzy.Podkład,kreski i trochę tuszu.Spojrzałam w lustro ostatni raz i powtarzając sobie w duchu że będzie dobrze byłam gotowa na wszystko co miało się dzisiaj wydarzyć.Wychodząc z łazienki potknęłam się i runęłam na ziemię uderzając głową o krawędź szafki.Trochę mnie zamroczyło i zrobiło mi się trochę słabo ale po chwili wszystko wróciło do normy.Ostrożnie się podniosłam i odłożyłam rzeczy na szafkę.Obejrzałam się po pokoju i lekko uchylając drzwi wyszłam na korytarz.Powolnym krokiem zeszłam na dół.W kuchni siedziała Ness z chłopakami, zauważając mnie lekko się uśmiechnęła.Stanęłam w progu opierając się o ścianę a Harry podszedł do mnie całując mnie w czoło i lekko przytulając.
-Zrobiłem ci śniadanie-szepną.
-Dziękuję-cmoknęłam jego policzek i poczochrałam go po włosach.Usiadłam przy talerzu na którym leżały dwa naleśniki z bitą śmietaną.Jadłam w ciszy.Nie chciałam poruszać żadnych tematów nie miałam na to najmniejszej ochoty ponieważ przez dwa najbliższe dni muszę załatwić pogrzeb i inne ważne sprawy związane z babcią.Po skończonym posiłku odniosłam talerz do zlewu i umyłam go.Na parapecie zauważyłam zdjęcie moje i babci.Oczy mi się zaszkliły.Stanęłam w bezruchu przypominając sobie każdą chwilę z nią spędzoną.Talerz wyleciał mi z rąk rozbijając się na miliony kawałków.Przetarłam oczy i podnosząc pierwszy kawałek szkła z nieuwagi wbiłam go w rękę.Krew leciała ciurkiem z mojej dłoni.Harry natychmiast do mnie podbiegł podnosząc mnie z podłogi i trzymając za rękę.
-Chodź muszę opatrzeć Ci rękę-powiedział.-Ness zajmie się talerzem-popatrzył na nią znacząco a ona kiwnęła głową-Chodź-powiedział chwytając mnie za drugą rękę i ciągnąc za sobą.Weszliśmy do małej łazienki.Hazz chwycił mnie za talię i posadził na szafce obok zlewu.
-Gdzie jest apteczka?-zapytał.
-W pierwszej szufladzie pod lustrem-wskazałam palcem.Wyciągną cały ekwipunek apteczki.Wziął wodę utlenioną i przemył moją ranę.Ostrożnie opatrzył moją rękę i po skończonym procesie oczyszczania nakleił plaster.Zbliżył swoją twarz do mojej.
-Nie denerwuj się tak.Jesteś strasznie zestresowana.Musisz się uspokoić-cmokną lekko moje usta.-Kocham Cię ale musisz mi coś obiecać...-szepnął.
-Słucham...-mruknęłam.
-Spędzisz ze mną teraz trochę czasu, masz powiedzieć mi wszystko co ci leży na sercu i masz się uspokoić-pogłaskał mnie lekko po włosach-Okey?-zapytał.Pokiwałam głową na tak i lekko się do niego przytuliłam.Wyszliśmy z łazienki trzymając się za ręce i skierowaliśmy się do pokoju w którym obecnie nocowaliśmy.Położyłam się na łóżku i Harry zaraz obok mnie.Położyłam głowę na jego ramieniu i rysowałam palcem różne symbole na jego brzuchu.
-Wiesz co mnie męczy...że to akurat ona.Ta która była dla mnie najważniejsza.
-Bliscy kiedyś muszą odejść.Podobnie jak my sami.Teoretycznie jesteśmy świadomi tego że każdy z nas odejdzie kiedyś z tego świata ale kiedy przychodzi moment całkowitego zaśnięcia na wieki bardzo ciężko się z tym pogodzić.
-Tak ale to nie ma najmniejszego sensu.Gdybym wiedziała że jest chora lub że źle się czuje mogłabym pogodzić się z tym że odchodzi ale to było niespodziewane.W pierwszej kolejności nie dowierzałam że to się stało ale w momencie ostatnich słów lekarza "nie ma już ratunku" mój umysł przyjął do siebie że ona już nie wróci.
-Będzie dobrze obiecuję-cmokną mnie w czoło a ja w tuliłam się w niego jeszcze bardziej.To właśnie w nim kochałam.Mogłam mu powiedzieć o wszystkim a on nigdy mnie nie osądzał tylko pomagał uporać się z problemem.Leżeliśmy w ciszy ale jak zawsze coś musiało ją przerwać.Mój telefon zaczął wibrować na szafce nocnej.Szybko się podniosłam i odebrałam.
-Panna Carter?-usłyszałam głos w słuchawce.
-Tak.Słucham?
-Dzwonię ze szpitala.Chcę poinformować że pani babcia miała chwilowe zatrzymanie serca.Proszę o natychmiastowe przybycie.
-Dobrze zaraz będę-odparłam i w podskokach zbiegłam na dół.Zawołałam Ness i Nialla.Harry był tuż za mną.
-Nicole co się stało?-zapytała moja przyjaciółka.
-Dzwonili ze szpitala, coś z babcią.-powiedziałam, nakładając na siebie kurtkę.Wsiedliśmy do starego samochodu babci.Nie ma to jak cisnąć się w małym garbusie.Szczerze mówiąc "ciasny ale własny".W szpitalu byliśmy po 30 minutach bo samochód nie jeździł zbyt szybko.Wbiegłam na górę i weszłam do gabinetu lekarza który zajmował się moją babcią.
-Dzień Dobry-powiedziałam wchodząc do pokoju-O co chodzi z zatrzymaniem serca?-zapytałam.
-Dzień Dobry.Chodzi o to że pani babcia żyje.Miała nagłe zatrzymanie serca.Jest to nagły stan chorobowy w którym dochodzi do nagłego zatrzymania pracy mechanicznej serca przez co ustaje krążenie krwi.Może to trwać kilka godzin lub dni.Wygląda to jak zgon i właśnie gdy już zajmowaliśmy się pani babcią w pewnym momencie odzyskała puls.Całe szczęście że trwało to u niej tylko kilka godzin.Mogło być gorzej.
-Czyli ona żyje?Tak?Jak się czuje?
-Żyje-uśmiechną się lekko-Jej stan jest dobry,czuje się w miarę dobrze i chyba niedawno zasnęła.Odzyskuje siły.Będziemy musieli zostawić ją na kilka dni na obserwację ale jej stan o wiele się poprawił.
-Mogę do niej zajrzeć?
-Jasne.Ma pani do tego pełne prawo.Mam tylko pytanie czy mogła by pani powiadomić swoich rodziców?
-Wolałabym żeby pan to zrobił nie mamy za dobrych kontaktów.-wytłumaczyłam-Więc ja już pójdę.Dziękuję bardzo-wyszłam z gabinetu i po drodze na salę babci wytłumaczyłam wszystko moim towarzyszom.Siedzieliśmy w sali gdy ona spała.Cieszyłam się jak nie wiem co.Całe szczęście że to tylko zatrzymanie akcji serca.Może spędzę z nią jeszcze trochę czasu.Tak właśnie miną nam tydzień.Odwiedzaliśmy ją a w dzień wypisu musieliśmy wracać do Londynu.Była w domu, bezpieczna.Moi rodzice z nią zostaną.Muszę powiedzieć że trochę nas to zbliżyło.Przynajmniej trochę się do nich odzywam.Pożegnaliśmy się z babcią i obiecaliśmy jej że będziemy dzwonić codziennie.Rozmawiałam z Ness gdy w pewnym momencie zauważyłam jak moja babcia komunikuje się z Harrym (moja babcia mistrz angielskiego!) śmiesznie to trochę wyglądało ale nie usłyszałam co do niego mówiła.Pożegnaliśmy się z nią i wsiedliśmy do taksówki.Wsiadając do samolotu zapytałam Harrego o to co pytała go babcia.
-To tajemniaca...-tylko tyle usłyszałam z jego ust.
wtorek, 3 grudnia 2013
Rozdział 21
Wracam! Po długiej przerwie czas na kolejny rozdział :D
*Oczami Nicole*
Rodzicielka zbliżała się do mnie powolnym krokiem.Uniosłam brwi ku górze a Harry mocniej ścisną moją rękę.Zrobiłam głęboki w dech.Gdy była już blisko przysunęłam Harrego bliżej siebie.
-Nicole, dziecko!-powiedziała rozkładając ręce.Co ona sobie myślała? Że wskoczę jej w ramiona? Że tak po prostu skoczę jej w ramiona i zapomnę co o mnie mówiła? Nie.Tak nie będzie.Patrząc na nią z pogardą minęłam ją ciągnąc Harrego za sobą a Ness i Niall podążali za nami.
-Nicole! Zatrzymaj się!-krzyknęła.-Mówię do ciebie nie słyszysz?-zdenerwowała się.Miałam ją głęboko gdzieś.Zatrzymałam się i obróciłam.
-Nie jestem tu po to żeby z tobą rozmawiać i na ciebie patrzeć jestem tutaj dla babci.Chcę spędzić z nią możliwe że ostatnie chwile w miłej atmosferze i nic a na pewno nie ty mi tego nie spieprzy!-splunęłam i zakładając ręce na piersi ruszyłam w stronę sali w której była babcia.Wraz z Ness poprosiłam chłopaków aby zostali na zewnątrz po czym uchylając drzwi weszłyśmy do pokoju.
*Oczami Harrego*
Usiadłem razem z Niallem na szpitalnym krzesełku.Siedzieliśmy w milczeniu.W pewnym momencie poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.Obróciłem głowę w stronę właścicielki kończyny.Była to matka Nicole.Całe szczęście kobieta mówiła biegle po angielsku.
-Czy mogłabym Cię prosić na słówko?-zapytała.
-Jasne-odparłem i ruszyłem za kobietą.-Słucham-powiedziałem podchodząc do niej.
-Chciałam porozmawiać z tobą o Nicole.
-Myślę że nie byłaby zadowolona z tego że z panią rozmawiam-skrzyżowałem ręce na piersi.Wiedziałem jak potraktowała Nicole.Była jej matką z zrobiła jej coś takiego.
-Rozumiem.Domyślam się co o mnie myślisz ale chciałabym naprawić relację z moją córką.
-Przykro mi ale muszę przyznać że trochę na to za późno!Po dwóch latach próbuje panie "naprawić relację"? Jak by się pani czuła gdyby pani matka zostawiła ją?Nie pomogła jej w walce z nałogiem tylko bardziej ją pogrążyła? Radziłbym dokładnie zastanowić się nad tym co chce panie zrobić bo jej uczucia co do pani są błache-wzruszyłem ramionami i odszedłem pozostawiając kobietę przy ścianie.Usiadłem obok Nialla i powiedziałem mu co chciała kobieta.Dyskutowaliśmy o różnych tematach gdy w pewnym momencie Ness wyszła z pokoju z lekkim uśmiechem i poprosiła mnie i Nialla do środka.Szedłem za przyjacielem.Będąc już w środku zobaczyłem Nicole siedzącą z uśmiechem przy starszej kobiecie a Ness stała obok nas.
-Chodźcie tutaj-powiedziała Nic uśmiechając się do nas.-Przywitajcie się.Podszedłem do łóżka wraz z Niallem.Przedstawiliśmy się a staruszka uśmiechnęła się.
-Chłopcy moi drodzy muszę wam coś powiedzieć-powiedziała drżącym głosem-Istotki które kochacie są dla mnie najważniejsze więc macie się nimi zająć gdy mnie nie będzie.Opiekujcie się nimi i nie rańcie ich.Pokażcie im co to miłość-uśmiechnęła się chwytając nas za ręce.-A teraz jeżeli pozwolicie chciałybyśmy zostać same.Pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy.Siedzieliśmy na korytarzu dobre 20 minut gdy w pewnym momencie z sali wybiegła cała zapłakana Nicole.Nie zdążyłem jej złapać.Szukała lekarza.Ciągnęła go do sali za rękę.Kazała mu się pośpieszyć.Chyba wiedziałem co się dzieje.Wparowałem do sali jak poparzony.Lekarz próbował obudzić kobietę.Podszedłem do Nicole.Przytuliłem ją mocno bo wiedziałem że zaraz pęknie.Po chwili tak się stało.Wybuchła płaczem.Do sali wbiegli jej rodzice a razem z nimi chyba rodzice Nessi.
-Przykro mi...nie ma już ratunku-powiedział lekarz i zawołał pielęgniarki.Dosłownie wyniosłem Nicole z pokoju.Posadziłem ją na swoich kolanach siadając na krześle.Wtuliła się we mnie.Siedzieliśmy tu długo.Sami.Ness i Niall wrócili do domu.Pocieszałem ją a ona opowiadała mi historie o jej babci.Z opowiadań wydawała się na prawdę wspaniała.Jedną godzinę przesiedzieliśmy w milczeniu.Wtuleni w siebie.Wróciliśmy do domu około godziny 23:30.Zaprowadziłem ją do łóżka i położyłem się obok.Nigdy nie zapomnę słów jej babci "Istotki które kochacie są dla mnie najważniejsze więc macie się nimi zająć gdy mnie nie będzie.Opiekujcie się nimi i nie rańcie ich.Pokażcie im co to miłość" Przytuliłem ją i całując ją w czoło szepnąłem:
-Będzie dobrze.Obiecuję.
*Oczami Nicole*
Rodzicielka zbliżała się do mnie powolnym krokiem.Uniosłam brwi ku górze a Harry mocniej ścisną moją rękę.Zrobiłam głęboki w dech.Gdy była już blisko przysunęłam Harrego bliżej siebie.
-Nicole, dziecko!-powiedziała rozkładając ręce.Co ona sobie myślała? Że wskoczę jej w ramiona? Że tak po prostu skoczę jej w ramiona i zapomnę co o mnie mówiła? Nie.Tak nie będzie.Patrząc na nią z pogardą minęłam ją ciągnąc Harrego za sobą a Ness i Niall podążali za nami.
-Nicole! Zatrzymaj się!-krzyknęła.-Mówię do ciebie nie słyszysz?-zdenerwowała się.Miałam ją głęboko gdzieś.Zatrzymałam się i obróciłam.
-Nie jestem tu po to żeby z tobą rozmawiać i na ciebie patrzeć jestem tutaj dla babci.Chcę spędzić z nią możliwe że ostatnie chwile w miłej atmosferze i nic a na pewno nie ty mi tego nie spieprzy!-splunęłam i zakładając ręce na piersi ruszyłam w stronę sali w której była babcia.Wraz z Ness poprosiłam chłopaków aby zostali na zewnątrz po czym uchylając drzwi weszłyśmy do pokoju.
*Oczami Harrego*
Usiadłem razem z Niallem na szpitalnym krzesełku.Siedzieliśmy w milczeniu.W pewnym momencie poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.Obróciłem głowę w stronę właścicielki kończyny.Była to matka Nicole.Całe szczęście kobieta mówiła biegle po angielsku.
-Czy mogłabym Cię prosić na słówko?-zapytała.
-Jasne-odparłem i ruszyłem za kobietą.-Słucham-powiedziałem podchodząc do niej.
-Chciałam porozmawiać z tobą o Nicole.
-Myślę że nie byłaby zadowolona z tego że z panią rozmawiam-skrzyżowałem ręce na piersi.Wiedziałem jak potraktowała Nicole.Była jej matką z zrobiła jej coś takiego.
-Rozumiem.Domyślam się co o mnie myślisz ale chciałabym naprawić relację z moją córką.
-Przykro mi ale muszę przyznać że trochę na to za późno!Po dwóch latach próbuje panie "naprawić relację"? Jak by się pani czuła gdyby pani matka zostawiła ją?Nie pomogła jej w walce z nałogiem tylko bardziej ją pogrążyła? Radziłbym dokładnie zastanowić się nad tym co chce panie zrobić bo jej uczucia co do pani są błache-wzruszyłem ramionami i odszedłem pozostawiając kobietę przy ścianie.Usiadłem obok Nialla i powiedziałem mu co chciała kobieta.Dyskutowaliśmy o różnych tematach gdy w pewnym momencie Ness wyszła z pokoju z lekkim uśmiechem i poprosiła mnie i Nialla do środka.Szedłem za przyjacielem.Będąc już w środku zobaczyłem Nicole siedzącą z uśmiechem przy starszej kobiecie a Ness stała obok nas.
-Chodźcie tutaj-powiedziała Nic uśmiechając się do nas.-Przywitajcie się.Podszedłem do łóżka wraz z Niallem.Przedstawiliśmy się a staruszka uśmiechnęła się.
-Chłopcy moi drodzy muszę wam coś powiedzieć-powiedziała drżącym głosem-Istotki które kochacie są dla mnie najważniejsze więc macie się nimi zająć gdy mnie nie będzie.Opiekujcie się nimi i nie rańcie ich.Pokażcie im co to miłość-uśmiechnęła się chwytając nas za ręce.-A teraz jeżeli pozwolicie chciałybyśmy zostać same.Pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy.Siedzieliśmy na korytarzu dobre 20 minut gdy w pewnym momencie z sali wybiegła cała zapłakana Nicole.Nie zdążyłem jej złapać.Szukała lekarza.Ciągnęła go do sali za rękę.Kazała mu się pośpieszyć.Chyba wiedziałem co się dzieje.Wparowałem do sali jak poparzony.Lekarz próbował obudzić kobietę.Podszedłem do Nicole.Przytuliłem ją mocno bo wiedziałem że zaraz pęknie.Po chwili tak się stało.Wybuchła płaczem.Do sali wbiegli jej rodzice a razem z nimi chyba rodzice Nessi.
-Przykro mi...nie ma już ratunku-powiedział lekarz i zawołał pielęgniarki.Dosłownie wyniosłem Nicole z pokoju.Posadziłem ją na swoich kolanach siadając na krześle.Wtuliła się we mnie.Siedzieliśmy tu długo.Sami.Ness i Niall wrócili do domu.Pocieszałem ją a ona opowiadała mi historie o jej babci.Z opowiadań wydawała się na prawdę wspaniała.Jedną godzinę przesiedzieliśmy w milczeniu.Wtuleni w siebie.Wróciliśmy do domu około godziny 23:30.Zaprowadziłem ją do łóżka i położyłem się obok.Nigdy nie zapomnę słów jej babci "Istotki które kochacie są dla mnie najważniejsze więc macie się nimi zająć gdy mnie nie będzie.Opiekujcie się nimi i nie rańcie ich.Pokażcie im co to miłość" Przytuliłem ją i całując ją w czoło szepnąłem:
-Będzie dobrze.Obiecuję.
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 20
UWAGA! 20 ROZDZIAŁ! A TERAZ DZIEŃ DOBRY WIECZÓR I ZAPRASZAM DO CZYTANIA! ZA WSZYSTKIE BŁĘDY I GŁUPOTY PRZEPRASZAM! ♥ CZYTASZ=KOMENTUJESZ♥♥♥
**************
*Oczami Lou*
Wróciłem do domu w samych skowronkach.Niedziela rano.Iż wczorajszy koncert się nie odbył będzie on dzisiaj więc musiałem wrócić do domu przed południem.Wchodząc do domu zastałem ciszę.Była już 10:00.Śpiochy-pomyślałem i zajrzałem do kuchni.O dziwo moim oczom ukazała się postać smukłej brunetki.Nicole.
-O hej-szepnąłem podchodząc do niej.
-Hej-uścisnęła mnie na powitanie-musisz mi pomóc!Co mam zrobić na śniadanie?-zapytała szczerząc się.
-Co ty masz zrobić?-zapytałem.
-Yhmmm...-mruknęła.
-A może zrobimy coś razem i proponuję.....grzanki z nutellą!-machnąłem rękoma.
-Pomożesz mi?
-Jasne!
-Super-klasnęła w dłonie-więc zabierzmy się za grzanki.
-Wiec tak...ilu nas będzie?-zapytałem.
-To tak ja,Harry,Zayn i Perrie u Liama jest Sophie więc kolejna dwójka do tego ty a Niall i Ness jeszcze nie przyszli ale domyślam się że będą przecież jest niedziela-zaśmiała się-A jak Eve?Będzie?I udało się?-zapytała z iskierką w oczach.Lekko się zarumieniłem.
-Jesteśmy razem-mruknąłem ledwo słyszalnie i uśmiechnąłem się na samą myśl o niej.
-Serio?-wytrzeszczyła oczy-TO GRATULACJE!-rzuciła mi się na szyję.
-Ale nie będzie jej dzisiaj-posmutniałem-pracuje
-Ooo szkoda-odsunęła się ze smutną miną.
-Dobra zabierajmy się za gotowanie-szturchnąłem ją a humor momentalnie jej się poprawił.Chyba lubiła gotować.Wyjęliśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęła się robota.Nicole robiła herbaty a ja wsadzałem chleb to tostera(czyt. grzankera xD ) wyjęliśmy nutelle.Powoli w kuchni pojawiały się kolejne dusze siadając przy stole i czekając na śniadanie.Nie minęło dziesięć minut a wszystko było gotowe z fenomenalnym efektem.Zajadaliśmy się całą siódemką gdy do domu wpadli także Niall i Nessi.
-Oooo jak dobrze idealnie na śniadanie-krzyknęła Ness z korytarza.Zaśmialiśmy się.Mój telefon zawibrował a zauważając na wyświetlaczu imię Eve poszedłem odebrać.
*Oczami Nicole*
Jedliśmy śniadanie w swoim towarzystwie.Louis jak znikną tak go nie ma.Rozmawialiśmy, śmialiśmy się.W pewnym momencie do Ness zadzwonił telefon.Momentalnie ucichliśmy.
-Halo?-powiedziała do słuchawki-MAMA?!Jak ty...o co...ale...dobra słucham no-warknęła.Byliśmy pokłócone z naszymi rodzicami nie dziwiłam się że tak zareagowała.-Dobrze mamo powiem jej-jej mina z wściekłej zrobiła się smutno,zmartwiona i lekko zdziwiona.Po chwili odłożyła telefon.
-Nic musimy lecieć do Polski.Najlepiej jak najszybciej!-wstała panikując.
-Ness.Uspokuj się! Co się stało?-zapytałam także się podnosząc.
-Babcia...miała zawał.Jest w szpitalu w ciężkim stanie ale jest jakaś nadzieja.Musimy tam jechać-łza spłynęła zarówno po moim jak i po jej policzku.
-Dobrze.Tak, musimy lecieć-podeszłam do niej i pogłaskałam uspokajająco po ramieniu-musimy się spakować i polecimy-powiedziałam.
-Nie puszczę cię samej w takim stanie-powiedział Harry podchodząc do mnie.
-Przyłączam się-dodał Nialler wstając.
-Chłopaki macie koncert-wydukałam.
-Za półtorej godziny i dwie godziny koncertu a zanim się spakujecie my już będziemy-przytulił mnie Harry.
-Masz rację-powiedziała Ness-potrzebujemy was.Poczekamy-uśmiechnęła się lekko w stronę Nialla.
-Chodźcie chłopaki musimy jechać!-krzykną Lou wchodząc do kuchni-co się stało?-zapytał.
-Wyjaśnimy ci po drodze-mrukną Zayn i klepną nas po ramieniu mijając nas.
-Idźcie-pchnęłam lekko Harrego z udawanym uśmiechem na ustach.
-Dobrze.Pa.Będziemy niedługo i pojedziemy razem.Będzie dobrze.
-Dziękuję-szepnęłam i musnęłam lekko jego usta na odchodne.-Wpierw pójdziemy do ciebie-powiedziałam-Tylko się przebiorę.
-Okey.Chodź pomogę ci coś wybrać-zaproponowała.
-Dziękuję-chwyciłam ją za rękę.Drżała.Nie kontaktowałyśmy się z babcią od 2 lat ale kochamy ją bardzo mocno.Weszłyśmy na górę i udałyśmy się do naszej garderoby.Szybko wybrałam sobie strój.Szybkim tempem zrobiłam sobie makijaż a na szyi zawiesiłam łańcuszek który dostałam od babci.
-Chodźmy-powiedziałam i tak po krótkiej chwili wyszłyśmy z domu-Nie martw się.Będzie dobrze-uspokajałam Ness chociaż w głębi duszy straszliwie się bałam.
-Staram się tak myśleć ale...babcia ma już swoje lata wiesz o tym-szturchnęła mnie a ja przypomniałam ją sobie.Krótko włosa brunetka o brązowych oczach.Zawsze uśmiechnięta i pogodna.Stawiała na swoim i u niej zawsze byłeś głodny.Uśmiechnęłam się pod nosem i zauważyłam że jesteśmy na miejscu.Weszłyśmy do środka a Ness od razu chwyciła za walizki a ja szukałam jej dokumentów i paszportu.Grzebałam po szafkach gdy natknęłam się na zdjęcie babci.
-Ness chodź tutaj!-krzyknęłam.Przybiegła natychmiastowo.Pokazałam jej zdjęcie.
-Zawsze taka była-uśmiechnęła się i dotknęła palcem zdjęcia-tęsknię za nią-spuściła wzrok ale zaraz z powrotem pobiegła się pakować.Pod zdjęciem leżał paszport i reszta potrzebnych nam dokumentów.Wszystko wpakowałam do jej torebki(podręcznej jak to u kobiety wypada) i zarezerwowałam bilety na samolot o 16:15.
-Gotowa?-zapytałam-Już trzynasta a ja jeszcze nie spakowałam siebie i Harrego a poza tym musisz się zająć rzeczami Nialla-szturchnęłam ją.
-Tak już tylko się przebiorę-dopięła walizkę i wskoczyła do łazienki.Wyszła ślicznie ale gustownie ubrana.Szybko złapała za walizki i poszłyśmy z powrotem do nas.Dosłownie wbiegłyśmy do domu a ja wrzucałam najpotrzebniejsze rzeczy zarówno moje jak i Harrego.Ness poszła pakować Nialla.Ona lepiej zrobi to niż ja.Nasze dokumenty włożyłam do torebki i po godzinie byłam gotowa.Już 14:40.Gdzie oni są?-zamyśliłam się ale dźwięk trzaskających drzwi wyrwał mnie z tego.W mgnieniu oka znalazłyśmy się z walizkami na dole.Chłopcy szybko się z nami przywitali i zanieśli rzeczy do samochodu a my pożegnałyśmy się z resztą.Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie a na lotnisku jeszcze szybciej.Odprawa nie była długa a lot trwał dwie godziny.Następnie czekała nas dwu i pół godzinna podróż z Warszawy do Białegostoku.Gdy byłyśmy już w rodzinnym mieście babci postanowiłyśmy w pierw odwieźć nasze rzeczy.Podałyśmy taksówkarzowi adres i zajechałyśmy pod sam dom babci.Trochę się tutaj zmieniło(trochę czyt. baaaardzo). Staliśmy we czwórkę pod drzwiami.Babcia na pewno nic to nie zmieniła.Zajrzałam pod wycieraczkę, a jak jest klucz.Otworzyłam drzwi i skierowałam się biegiem do mojego starego pokoju.Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam to co kilka lat temu.Te same żółte ściany, to samo biurko,szafa i zabawki ale łóżko inne,takie duże.Aj ta babcia wiedziała że kiedyś na pewno wrócę.Zostawiliśmy rzeczy i jeszcze raz zamówiliśmy taksówkę.Zamykając drzwi na klucz i odkładając go pod wycieraczkę wskoczyłam do taksówki a w szpitalu byliśmy po dziesięciu minutach.
-Ładny miałaś pokój-mrukną mi Harry na ucho.
-Dziękuję skarbie-uśmiechnęłam się zadziornie i pstryknęłam go w nos.Wysiadając z taksówki Ness zapłaciła.Ustawiliśmy się przed wielkim budynkiem.Złapałam Harrego za rękę i razem weszliśmy tam.Nie lubię takich miejsc.Biało, śmierdzi lekami, pełno chorych.Odgoniłam myśli na sam widok jaki ujrzałam.Moi rodzice.Siedzieli na krzesłach przed salą.Zatrzymałam się.Mama wstała.Wciąż taka sama,smukła blondynka o zielonych oczach i mocnych rysach twarzy.Przypomniałam ją sobie dwa lata temu.Ta pogarda w jej oczach teraz była smutna i zaskoczona.Zakryła ręką usta i zbliżała się do mnie..........
**************
*Oczami Lou*
Wróciłem do domu w samych skowronkach.Niedziela rano.Iż wczorajszy koncert się nie odbył będzie on dzisiaj więc musiałem wrócić do domu przed południem.Wchodząc do domu zastałem ciszę.Była już 10:00.Śpiochy-pomyślałem i zajrzałem do kuchni.O dziwo moim oczom ukazała się postać smukłej brunetki.Nicole.
-O hej-szepnąłem podchodząc do niej.
-Hej-uścisnęła mnie na powitanie-musisz mi pomóc!Co mam zrobić na śniadanie?-zapytała szczerząc się.
-Co ty masz zrobić?-zapytałem.
-Yhmmm...-mruknęła.
-A może zrobimy coś razem i proponuję.....grzanki z nutellą!-machnąłem rękoma.
-Pomożesz mi?
-Jasne!
-Super-klasnęła w dłonie-więc zabierzmy się za grzanki.
-Wiec tak...ilu nas będzie?-zapytałem.
-To tak ja,Harry,Zayn i Perrie u Liama jest Sophie więc kolejna dwójka do tego ty a Niall i Ness jeszcze nie przyszli ale domyślam się że będą przecież jest niedziela-zaśmiała się-A jak Eve?Będzie?I udało się?-zapytała z iskierką w oczach.Lekko się zarumieniłem.
-Jesteśmy razem-mruknąłem ledwo słyszalnie i uśmiechnąłem się na samą myśl o niej.
-Serio?-wytrzeszczyła oczy-TO GRATULACJE!-rzuciła mi się na szyję.
-Ale nie będzie jej dzisiaj-posmutniałem-pracuje
-Ooo szkoda-odsunęła się ze smutną miną.
-Dobra zabierajmy się za gotowanie-szturchnąłem ją a humor momentalnie jej się poprawił.Chyba lubiła gotować.Wyjęliśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęła się robota.Nicole robiła herbaty a ja wsadzałem chleb to tostera(czyt. grzankera xD ) wyjęliśmy nutelle.Powoli w kuchni pojawiały się kolejne dusze siadając przy stole i czekając na śniadanie.Nie minęło dziesięć minut a wszystko było gotowe z fenomenalnym efektem.Zajadaliśmy się całą siódemką gdy do domu wpadli także Niall i Nessi.
-Oooo jak dobrze idealnie na śniadanie-krzyknęła Ness z korytarza.Zaśmialiśmy się.Mój telefon zawibrował a zauważając na wyświetlaczu imię Eve poszedłem odebrać.
*Oczami Nicole*
Jedliśmy śniadanie w swoim towarzystwie.Louis jak znikną tak go nie ma.Rozmawialiśmy, śmialiśmy się.W pewnym momencie do Ness zadzwonił telefon.Momentalnie ucichliśmy.
-Halo?-powiedziała do słuchawki-MAMA?!Jak ty...o co...ale...dobra słucham no-warknęła.Byliśmy pokłócone z naszymi rodzicami nie dziwiłam się że tak zareagowała.-Dobrze mamo powiem jej-jej mina z wściekłej zrobiła się smutno,zmartwiona i lekko zdziwiona.Po chwili odłożyła telefon.
-Nic musimy lecieć do Polski.Najlepiej jak najszybciej!-wstała panikując.
-Ness.Uspokuj się! Co się stało?-zapytałam także się podnosząc.
-Babcia...miała zawał.Jest w szpitalu w ciężkim stanie ale jest jakaś nadzieja.Musimy tam jechać-łza spłynęła zarówno po moim jak i po jej policzku.
-Dobrze.Tak, musimy lecieć-podeszłam do niej i pogłaskałam uspokajająco po ramieniu-musimy się spakować i polecimy-powiedziałam.
-Nie puszczę cię samej w takim stanie-powiedział Harry podchodząc do mnie.
-Przyłączam się-dodał Nialler wstając.
-Chłopaki macie koncert-wydukałam.
-Za półtorej godziny i dwie godziny koncertu a zanim się spakujecie my już będziemy-przytulił mnie Harry.
-Masz rację-powiedziała Ness-potrzebujemy was.Poczekamy-uśmiechnęła się lekko w stronę Nialla.
-Chodźcie chłopaki musimy jechać!-krzykną Lou wchodząc do kuchni-co się stało?-zapytał.
-Wyjaśnimy ci po drodze-mrukną Zayn i klepną nas po ramieniu mijając nas.
-Idźcie-pchnęłam lekko Harrego z udawanym uśmiechem na ustach.
-Dobrze.Pa.Będziemy niedługo i pojedziemy razem.Będzie dobrze.
-Dziękuję-szepnęłam i musnęłam lekko jego usta na odchodne.-Wpierw pójdziemy do ciebie-powiedziałam-Tylko się przebiorę.
-Okey.Chodź pomogę ci coś wybrać-zaproponowała.
-Dziękuję-chwyciłam ją za rękę.Drżała.Nie kontaktowałyśmy się z babcią od 2 lat ale kochamy ją bardzo mocno.Weszłyśmy na górę i udałyśmy się do naszej garderoby.Szybko wybrałam sobie strój.Szybkim tempem zrobiłam sobie makijaż a na szyi zawiesiłam łańcuszek który dostałam od babci.
-Chodźmy-powiedziałam i tak po krótkiej chwili wyszłyśmy z domu-Nie martw się.Będzie dobrze-uspokajałam Ness chociaż w głębi duszy straszliwie się bałam.
-Staram się tak myśleć ale...babcia ma już swoje lata wiesz o tym-szturchnęła mnie a ja przypomniałam ją sobie.Krótko włosa brunetka o brązowych oczach.Zawsze uśmiechnięta i pogodna.Stawiała na swoim i u niej zawsze byłeś głodny.Uśmiechnęłam się pod nosem i zauważyłam że jesteśmy na miejscu.Weszłyśmy do środka a Ness od razu chwyciła za walizki a ja szukałam jej dokumentów i paszportu.Grzebałam po szafkach gdy natknęłam się na zdjęcie babci.
-Ness chodź tutaj!-krzyknęłam.Przybiegła natychmiastowo.Pokazałam jej zdjęcie.
-Zawsze taka była-uśmiechnęła się i dotknęła palcem zdjęcia-tęsknię za nią-spuściła wzrok ale zaraz z powrotem pobiegła się pakować.Pod zdjęciem leżał paszport i reszta potrzebnych nam dokumentów.Wszystko wpakowałam do jej torebki(podręcznej jak to u kobiety wypada) i zarezerwowałam bilety na samolot o 16:15.-Gotowa?-zapytałam-Już trzynasta a ja jeszcze nie spakowałam siebie i Harrego a poza tym musisz się zająć rzeczami Nialla-szturchnęłam ją.
-Tak już tylko się przebiorę-dopięła walizkę i wskoczyła do łazienki.Wyszła ślicznie ale gustownie ubrana.Szybko złapała za walizki i poszłyśmy z powrotem do nas.Dosłownie wbiegłyśmy do domu a ja wrzucałam najpotrzebniejsze rzeczy zarówno moje jak i Harrego.Ness poszła pakować Nialla.Ona lepiej zrobi to niż ja.Nasze dokumenty włożyłam do torebki i po godzinie byłam gotowa.Już 14:40.Gdzie oni są?-zamyśliłam się ale dźwięk trzaskających drzwi wyrwał mnie z tego.W mgnieniu oka znalazłyśmy się z walizkami na dole.Chłopcy szybko się z nami przywitali i zanieśli rzeczy do samochodu a my pożegnałyśmy się z resztą.Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie a na lotnisku jeszcze szybciej.Odprawa nie była długa a lot trwał dwie godziny.Następnie czekała nas dwu i pół godzinna podróż z Warszawy do Białegostoku.Gdy byłyśmy już w rodzinnym mieście babci postanowiłyśmy w pierw odwieźć nasze rzeczy.Podałyśmy taksówkarzowi adres i zajechałyśmy pod sam dom babci.Trochę się tutaj zmieniło(trochę czyt. baaaardzo). Staliśmy we czwórkę pod drzwiami.Babcia na pewno nic to nie zmieniła.Zajrzałam pod wycieraczkę, a jak jest klucz.Otworzyłam drzwi i skierowałam się biegiem do mojego starego pokoju.Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam to co kilka lat temu.Te same żółte ściany, to samo biurko,szafa i zabawki ale łóżko inne,takie duże.Aj ta babcia wiedziała że kiedyś na pewno wrócę.Zostawiliśmy rzeczy i jeszcze raz zamówiliśmy taksówkę.Zamykając drzwi na klucz i odkładając go pod wycieraczkę wskoczyłam do taksówki a w szpitalu byliśmy po dziesięciu minutach.
-Ładny miałaś pokój-mrukną mi Harry na ucho.
-Dziękuję skarbie-uśmiechnęłam się zadziornie i pstryknęłam go w nos.Wysiadając z taksówki Ness zapłaciła.Ustawiliśmy się przed wielkim budynkiem.Złapałam Harrego za rękę i razem weszliśmy tam.Nie lubię takich miejsc.Biało, śmierdzi lekami, pełno chorych.Odgoniłam myśli na sam widok jaki ujrzałam.Moi rodzice.Siedzieli na krzesłach przed salą.Zatrzymałam się.Mama wstała.Wciąż taka sama,smukła blondynka o zielonych oczach i mocnych rysach twarzy.Przypomniałam ją sobie dwa lata temu.Ta pogarda w jej oczach teraz była smutna i zaskoczona.Zakryła ręką usta i zbliżała się do mnie..........
piątek, 13 września 2013
Rozdział 19
Dzień dobry wieczór ♥ CZYTASZ=KOMENTUJESZ przepraszam za błędy ;c Przypominam że słowa zaznaczone w tekście na czerwono to linki w które możecie klikać aby zobaczyć dodane przeze mnie obrazki <3 Jestem kurde mistrzem +18 hahahahaha takie sceny są pokazane że praktycznie nic więc nie ma się co obawiać ♥
*************
*Oczami Nessi*
Dowiedziałam się od Nialla jaka sytuacja zdarzyła się Nicole więc od razu po pracy pobiegłam do domu chłopaków.Drzwi otworzył mi Liam.Szybko się z nim przywitałam i wyminęłam go.Wbiegłam na górę i z impetem otworzyłam drzwi wchodząc do pokoju jednak po chwili się wycofałam.Zobaczyłam coś naprawdę słodkiego.Spojrzałam na nich i powolnym krokiem podeszłam do drzwi garderoby.Po cichu wygrzebałam jakiś t-shirt i dres Nic i na paluszkach wyszłam lekko zamykając drzwi.Przeszłam przez korytarz i zapukałam do pokoju Nialla.Nikt mi nie odpowiadał więc weszłam sama.Czy tu wszyscy w tym domu o tej godzinie śpią prócz Liama? Blondas słodko sobie drzemał.Weszłam do łazienki i przebrałam się w rzeczy wygrzebane z szafy Nicole.Położyłam się obok Niallera na łóżku i zaczęłam oglądać jakiś film.
*Oczami Louisa*
Siedziałem u siebie w pokoju i szykowałem się na spotkanie z Eve.Gdy wszedłem do kuchni w domu było cicho.Aż za cicho.Na blacie zauważyłem dwie karteczki 1."Jestem z Perrie-Zayn xx" 2."Poszedłem spotkać się z Sophie (koleżanka ze szkoły)-Liam xx".Wzruszyłem ramionami i dołożyłem swoją kartkę.Wychodząc z domu zauważyłem buty Ness więc pewnie była u Nialla.Zarzuciłem kurtkę bo chociaż był czerwcowy wieczór było chłodno.Wyszedłem z domu i udałem się do parku na bardzo ważne dla mnie spotkanie.Spokojnie szedłem ulicą gdy nagle wpadła na mnie jakaś dziewczyna.Wysoka,szczupła,ciemne włosy i zielone oczy.Śliczna ale płakała.
-Co się stało?-zapytałem nieznajomą a ona podniosła głowę ukradkiem wycierając łzy.
-Wszystko jest dobrze nie martw się.Przepraszam-powiedziała i wyminęła mnie.Szybko złapałem ją za rękę.
-Co się stało.Mnie możesz powiedzieć-dziewczyna popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami i westchnęła.Jej broda lekko zadrżała.
-Moi rodzice właśnie mieli wypadek,są w bardzo ciężkim stanie i nie wiem co będzie z nimi dalej.Muszę dotrzeć do szpitala jak najszybciej ale nie mam samochodu,autobusy stoją w korkach a metro ma przebudowę stacji-powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.Nie byliśmy daleko od mojego domu więc wpadłem na pomysł.
-Chodź.Zawiozę cię.-zaproponowałem.
-Nawet cię nie znam-chlipnęła.
-Jestem Louis i obiecuję że nic ci nie zrobię.Chcę ci tylko pomóc a teraz chodź bo się rozmyślę-uśmiechnąłem się lekko i złapałem ją za rękę.-mój dom jest dwie ulice dalej więc weźmiemy samochód i pojedziemy.Dobrze?-zapytałem.
-Dobrze.Dziękuję ci Louis-powiedziała i resztę drogi do domu spędziliśmy w ciszy.Zaczął padać deszcz ale na całe szczęście byliśmy już blisko domu.Będąc już na podjeździe szybko wsiedliśmy do samochodu.
-Ymmm...Jestem Eleanor-mruknęła patrząc w szybę i lekko się rumieniąc.
-Miło mi cię poznać-uśmiechnąłem się lekko i pogładziłem ją po ramieniu-będzie dobrze-uspokoiłem ją.
-Dziękuję Louis-uśmiechnęła się lekko i chwyciła moją rękę.
-Wiesz trochę się boję nawiązywać nowe znajomości-zarumieniła się lekko.
-Taka dziewczyna jak ty nie ma się czego wstydzić-rozbawiłem ją lekko.Resztę podróży spędziliśmy poznając się nawzajem.Po 30 minutach byliśmy w szpitalu którego adres wcześniej podała mi Eleanor.
-Dziękuję Louis-odwróciła się do mnie uśmiechając się lekko i wypuszczając pojedynczą łzę.Szybko ją wytarłem.
-Nie ma za co.Dasz sobie radę?-zapytałem.
-Tak.Możesz jechać-przygryzła wnętrze policzka wychodząc z samochodu-dziękuję i mam nadzieję że do zobaczenia.
-Pa-powiedziałem gdy zamknęła drzwi.Odprowadziłem ją wzrokiem.Była śliczna i bardzo ciekawa pod względem charakteru.Zamyśliłem się lekko lecz wyrwał mnie z tego zegarek.Była 20:20.Eve.Zupełnie o niej zapomniałem.Ruszyłem z piskiem opon w stronę parku w którym mieliśmy się spotkać.Z Eleanor wymieniłem się numerami więc na pewno jeszcze się z nią spotkam.Wydaje mi się że zostaniemy przyjaciółmi.Ale teraz najważniejsza była Eve.W parku byłem po dwudziestu minutach.Szybko wyskoczyłem z samochodu i ruszyłem w stronę miejsca naszych spotkań.Ruda dosyć niska dziewczyna stała pod drzewem.Była smutna.
-Eve!-krzyknąłem będąc już blisko.Nie zareagowała.Stała w miejscu.Podszedłem bliżej.
-Gdzie byłeś?Czekam na ciebie już dwie godziny.Co było ważniejsze?To miała być szczera rozmowa wiesz jak mi na niej zależało-spuściła wzrok.
-Wiem.Przepraszam cię najmocniej na świecie ale rodzice mojej...znajomej mieli wypadek i musiałem zawieźć ją do szpitala.Nie wiedziałem że potrwa to tak długo ale szpital jest na obrzeżach miasta.Jechałem jak szalony aby się z tobą zobaczyć.Przepraszam-powiedziałem patrząc na nią.Lekko podniosła głowę.
-Aha.Nie sądziłam że wydarzyło się coś takiego.Przykro mi.
-To nie twój kłopot.-uśmiechnąłem się-może przejdę od razu do rzeczy i nie będę przeciągał.Eve chciałem ci powiedzieć że cię...-przerwał mi niespodziewany pocałunek.
-Też cię kocham Louis-powiedziała i przytuliła się do mnie.Nic nie mówiłem.Staliśmy tak wtuleni w siebie.
*Oczami Nialla*
Przebudziłem się.Lekko przetarłem oczy i zobaczyłem siedzącą obok mnie i oglądającą jakiś film Ness.
-Witaj śpiochu-powiedziała uśmiechając się.
-Czeeeść-dałem jej całusa w policzek-co tutaj robisz?-zapytałem podnosząc się z łóżka.
-Przyszłam do Nic ale spała więc przyszłam do ciebie ale ty też spałeś i nie chciałam cię budzić więc włączyłam sobie film-wyszczerzyła się.-Mam taką prośbę.Odprowadzisz mnie do domu? I zostaniesz ze mną?
-Jasne-odparłem i uśmiechnąłem się.
-Wiec chodźmy!-podniosła się z łóżka klaszcząc w dłonie.Zostawiłem kartkę na blacie jako czwarty i szybko wyszliśmy z domu.
*Oczami Nicole*
Przebudziłam się wraz z trzaśnięciem drzwi wejściowych.Przetarłam oczy i wygramoliłam się z pod Harrego.Zdjęłam szorty i T-shirt i na bieliznę nałożyłam koszulę Hazzy.Zeszłam na dół.Na blacie cztery
kartki.Jak widać byliśmy sami w domu.Trochę zgłodniałam więc zajrzałam do lodówki gdy w pewnym momencie poczułam czyjeś ręce na mojej talii.Lekko się wzdrygnęłam.
-To tylko ja-mrukną mi do ucha Harreh.Odwróciłam się w jego stronę zamykając lodówkę.Zaczęliśmy od krótkiego pocałunku ale wszystko zaczęło się pogłębiać.Było coraz namiętniej W pewnym momencie Harry podniósł mnie a ja oplotłam swoje nogi w okół jego bioder.Zaniósł mnie na górę i rzucił na łóżko zamykając drzwi na kluczyk i przy tym zdejmując koszulkę.Po godzinie było już po wszystkim.
-Kocham Cię Harry-musnęłam jego usta.
-Też cię kocham.-mrukną a ja wtuliłam się w niego.Czułam się bezpiecznie.Nigdy nie czułam takiego ciepła.Kochałam go całym sercem i teraz już do końca w pełni czułam to.Byłam tego na 100% pewna.Po wszystkich zastanowieniach zamknęłam oczy i powędrowałam do krainy głębokiego snu.
*Oczami Ness*
Szliśmy sobie z Niallem do mojego domu gdy na schodach zobaczyłam jakiś list.Szybko podniosłam go i weszliśmy do środka.Zdjęliśmy buty i udaliśmy się do kuchni a ja otworzyłam kopertę.List nie był długi.
"Witaj Ness.Chciałbym ci powiedzieć że bardzo mi przykro z powodu śmierci Victora.Był moim przyjacielem,bratem.Ale mam do ciebie bardzo ważną sprawę.Rodzice Nicole próbowali się z nią kontaktować ale dzwonili do mnie.Tutaj masz ich nowy adres: Long Acre 12/a Badlington.Zmienili tylko dom.Nadal mieszkają w tym samym mieście.Tutaj masz natomiast ich numer telefonu: +44552378904. Daj wszystko dla Nic gdy będzie gotowa.
Przepraszam za wszystko.Jonathan"
Szybko przeczytałam całą wiadomość i lekko się zamyśliłam.Podałam list Niallowi.
-Tylko ty będziesz wiedziała kiedy będzie gotowa-pogładził mnie po ramieniu-a teraz chodź spać.Wyglądasz na zmęczoną-powiedział i chwycił mnie za rękę ciągnąc na górę do mojej sypialni.Szybko przebrałam się w piżamę i wskoczyłam na łóżko a on zaraz obok mnie.
-Dziękuję że jesteś-powiedziałam zamykając oczy i przytulając się do niego.
-A ja dziękuję tobie-cmokną lekko moje czoło i tak w krótkim czasie obaj odpłynęliśmy...........
**************
*************
*Oczami Nessi*
Dowiedziałam się od Nialla jaka sytuacja zdarzyła się Nicole więc od razu po pracy pobiegłam do domu chłopaków.Drzwi otworzył mi Liam.Szybko się z nim przywitałam i wyminęłam go.Wbiegłam na górę i z impetem otworzyłam drzwi wchodząc do pokoju jednak po chwili się wycofałam.Zobaczyłam coś naprawdę słodkiego.Spojrzałam na nich i powolnym krokiem podeszłam do drzwi garderoby.Po cichu wygrzebałam jakiś t-shirt i dres Nic i na paluszkach wyszłam lekko zamykając drzwi.Przeszłam przez korytarz i zapukałam do pokoju Nialla.Nikt mi nie odpowiadał więc weszłam sama.Czy tu wszyscy w tym domu o tej godzinie śpią prócz Liama? Blondas słodko sobie drzemał.Weszłam do łazienki i przebrałam się w rzeczy wygrzebane z szafy Nicole.Położyłam się obok Niallera na łóżku i zaczęłam oglądać jakiś film.
*Oczami Louisa*
Siedziałem u siebie w pokoju i szykowałem się na spotkanie z Eve.Gdy wszedłem do kuchni w domu było cicho.Aż za cicho.Na blacie zauważyłem dwie karteczki 1."Jestem z Perrie-Zayn xx" 2."Poszedłem spotkać się z Sophie (koleżanka ze szkoły)-Liam xx".Wzruszyłem ramionami i dołożyłem swoją kartkę.Wychodząc z domu zauważyłem buty Ness więc pewnie była u Nialla.Zarzuciłem kurtkę bo chociaż był czerwcowy wieczór było chłodno.Wyszedłem z domu i udałem się do parku na bardzo ważne dla mnie spotkanie.Spokojnie szedłem ulicą gdy nagle wpadła na mnie jakaś dziewczyna.Wysoka,szczupła,ciemne włosy i zielone oczy.Śliczna ale płakała.
-Co się stało?-zapytałem nieznajomą a ona podniosła głowę ukradkiem wycierając łzy.-Wszystko jest dobrze nie martw się.Przepraszam-powiedziała i wyminęła mnie.Szybko złapałem ją za rękę.
-Co się stało.Mnie możesz powiedzieć-dziewczyna popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami i westchnęła.Jej broda lekko zadrżała.
-Moi rodzice właśnie mieli wypadek,są w bardzo ciężkim stanie i nie wiem co będzie z nimi dalej.Muszę dotrzeć do szpitala jak najszybciej ale nie mam samochodu,autobusy stoją w korkach a metro ma przebudowę stacji-powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.Nie byliśmy daleko od mojego domu więc wpadłem na pomysł.
-Chodź.Zawiozę cię.-zaproponowałem.
-Nawet cię nie znam-chlipnęła.
-Jestem Louis i obiecuję że nic ci nie zrobię.Chcę ci tylko pomóc a teraz chodź bo się rozmyślę-uśmiechnąłem się lekko i złapałem ją za rękę.-mój dom jest dwie ulice dalej więc weźmiemy samochód i pojedziemy.Dobrze?-zapytałem.
-Dobrze.Dziękuję ci Louis-powiedziała i resztę drogi do domu spędziliśmy w ciszy.Zaczął padać deszcz ale na całe szczęście byliśmy już blisko domu.Będąc już na podjeździe szybko wsiedliśmy do samochodu.
-Ymmm...Jestem Eleanor-mruknęła patrząc w szybę i lekko się rumieniąc.
-Miło mi cię poznać-uśmiechnąłem się lekko i pogładziłem ją po ramieniu-będzie dobrze-uspokoiłem ją.
-Dziękuję Louis-uśmiechnęła się lekko i chwyciła moją rękę.
-Wiesz trochę się boję nawiązywać nowe znajomości-zarumieniła się lekko.
-Taka dziewczyna jak ty nie ma się czego wstydzić-rozbawiłem ją lekko.Resztę podróży spędziliśmy poznając się nawzajem.Po 30 minutach byliśmy w szpitalu którego adres wcześniej podała mi Eleanor.
-Dziękuję Louis-odwróciła się do mnie uśmiechając się lekko i wypuszczając pojedynczą łzę.Szybko ją wytarłem.
-Nie ma za co.Dasz sobie radę?-zapytałem.
-Tak.Możesz jechać-przygryzła wnętrze policzka wychodząc z samochodu-dziękuję i mam nadzieję że do zobaczenia.
-Pa-powiedziałem gdy zamknęła drzwi.Odprowadziłem ją wzrokiem.Była śliczna i bardzo ciekawa pod względem charakteru.Zamyśliłem się lekko lecz wyrwał mnie z tego zegarek.Była 20:20.Eve.Zupełnie o niej zapomniałem.Ruszyłem z piskiem opon w stronę parku w którym mieliśmy się spotkać.Z Eleanor wymieniłem się numerami więc na pewno jeszcze się z nią spotkam.Wydaje mi się że zostaniemy przyjaciółmi.Ale teraz najważniejsza była Eve.W parku byłem po dwudziestu minutach.Szybko wyskoczyłem z samochodu i ruszyłem w stronę miejsca naszych spotkań.Ruda dosyć niska dziewczyna stała pod drzewem.Była smutna.
-Eve!-krzyknąłem będąc już blisko.Nie zareagowała.Stała w miejscu.Podszedłem bliżej.
-Gdzie byłeś?Czekam na ciebie już dwie godziny.Co było ważniejsze?To miała być szczera rozmowa wiesz jak mi na niej zależało-spuściła wzrok.
-Wiem.Przepraszam cię najmocniej na świecie ale rodzice mojej...znajomej mieli wypadek i musiałem zawieźć ją do szpitala.Nie wiedziałem że potrwa to tak długo ale szpital jest na obrzeżach miasta.Jechałem jak szalony aby się z tobą zobaczyć.Przepraszam-powiedziałem patrząc na nią.Lekko podniosła głowę.
-Aha.Nie sądziłam że wydarzyło się coś takiego.Przykro mi.
-To nie twój kłopot.-uśmiechnąłem się-może przejdę od razu do rzeczy i nie będę przeciągał.Eve chciałem ci powiedzieć że cię...-przerwał mi niespodziewany pocałunek.
-Też cię kocham Louis-powiedziała i przytuliła się do mnie.Nic nie mówiłem.Staliśmy tak wtuleni w siebie.
*Oczami Nialla*
Przebudziłem się.Lekko przetarłem oczy i zobaczyłem siedzącą obok mnie i oglądającą jakiś film Ness.
-Witaj śpiochu-powiedziała uśmiechając się.
-Czeeeść-dałem jej całusa w policzek-co tutaj robisz?-zapytałem podnosząc się z łóżka.
-Przyszłam do Nic ale spała więc przyszłam do ciebie ale ty też spałeś i nie chciałam cię budzić więc włączyłam sobie film-wyszczerzyła się.-Mam taką prośbę.Odprowadzisz mnie do domu? I zostaniesz ze mną?
-Jasne-odparłem i uśmiechnąłem się.
-Wiec chodźmy!-podniosła się z łóżka klaszcząc w dłonie.Zostawiłem kartkę na blacie jako czwarty i szybko wyszliśmy z domu.
*Oczami Nicole*
Przebudziłam się wraz z trzaśnięciem drzwi wejściowych.Przetarłam oczy i wygramoliłam się z pod Harrego.Zdjęłam szorty i T-shirt i na bieliznę nałożyłam koszulę Hazzy.Zeszłam na dół.Na blacie cztery kartki.Jak widać byliśmy sami w domu.Trochę zgłodniałam więc zajrzałam do lodówki gdy w pewnym momencie poczułam czyjeś ręce na mojej talii.Lekko się wzdrygnęłam.
-To tylko ja-mrukną mi do ucha Harreh.Odwróciłam się w jego stronę zamykając lodówkę.Zaczęliśmy od krótkiego pocałunku ale wszystko zaczęło się pogłębiać.Było coraz namiętniej W pewnym momencie Harry podniósł mnie a ja oplotłam swoje nogi w okół jego bioder.Zaniósł mnie na górę i rzucił na łóżko zamykając drzwi na kluczyk i przy tym zdejmując koszulkę.Po godzinie było już po wszystkim.
-Kocham Cię Harry-musnęłam jego usta.-Też cię kocham.-mrukną a ja wtuliłam się w niego.Czułam się bezpiecznie.Nigdy nie czułam takiego ciepła.Kochałam go całym sercem i teraz już do końca w pełni czułam to.Byłam tego na 100% pewna.Po wszystkich zastanowieniach zamknęłam oczy i powędrowałam do krainy głębokiego snu.
*Oczami Ness*
Szliśmy sobie z Niallem do mojego domu gdy na schodach zobaczyłam jakiś list.Szybko podniosłam go i weszliśmy do środka.Zdjęliśmy buty i udaliśmy się do kuchni a ja otworzyłam kopertę.List nie był długi.
"Witaj Ness.Chciałbym ci powiedzieć że bardzo mi przykro z powodu śmierci Victora.Był moim przyjacielem,bratem.Ale mam do ciebie bardzo ważną sprawę.Rodzice Nicole próbowali się z nią kontaktować ale dzwonili do mnie.Tutaj masz ich nowy adres: Long Acre 12/a Badlington.Zmienili tylko dom.Nadal mieszkają w tym samym mieście.Tutaj masz natomiast ich numer telefonu: +44552378904. Daj wszystko dla Nic gdy będzie gotowa.
Przepraszam za wszystko.Jonathan"
Szybko przeczytałam całą wiadomość i lekko się zamyśliłam.Podałam list Niallowi.
-Tylko ty będziesz wiedziała kiedy będzie gotowa-pogładził mnie po ramieniu-a teraz chodź spać.Wyglądasz na zmęczoną-powiedział i chwycił mnie za rękę ciągnąc na górę do mojej sypialni.Szybko przebrałam się w piżamę i wskoczyłam na łóżko a on zaraz obok mnie.
-Dziękuję że jesteś-powiedziałam zamykając oczy i przytulając się do niego.
-A ja dziękuję tobie-cmokną lekko moje czoło i tak w krótkim czasie obaj odpłynęliśmy...........
**************
wtorek, 10 września 2013
Rozdział 18
Dzień Dobrywieczór ♥ CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ;3 Za wszelkie błędy PRZEPRASZAM!
******
*Oczami Nicole*
-Jonathan...?
-Nicole...-serce zabiło mi szybciej na dźwięk jego głosu.
-Co ty tutaj robisz?-wytrzeszczyłam oczy mówiąc ciszej nie będąc pewna w to co widzę.
-Ja...szukałem cię...chciałem z tobą porozmawiać-jąkał się.
-Ale ja nie chcę z tobą rozmawiać-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nicole...ja nie chcę cię do niczego przekonywać.Chcę po prostu porozmawiać-powiedział pewnie.Schyliłam głowę zastanawiając się czy zgodzić się na rozmowę.
-Dobrze.Ale nie tutaj-powiedziałam.Odetchną z ulgą.
-Dobrze.Gdzie?-zapytał.
-Właśnie wybierałam się na zakupy więc...możemy pogadać w drodze-powiedziałam i ruszyłam na przód wymijając go.-Idziesz?-zapytałam będąc już na chodniku przed domem.
-Tak...przepraszam zamyśliłem się-mrukną i dołączył do mnie.Dziwnie jest iść koło niego nie trzymając go za rękę.Owszem rzadko wychodziliśmy na jakieś spacery ale takie też się zdarzały.Popatrzyłam na niego.Nic się nie zmienił.Wciąż ta sama ponura mina te same ruchy i oczy w których ukrywał się gniew.
-O czym chcesz porozmawiać?-zapytałam go wyrywając przy tym z zamyślenia-i...jak mnie znalazłeś?
-Nie było ciężko-uśmiechną się lekko-Na początku byłem w naszym...znaczy...no rozumiesz, w domu ale tam jest pusto.U Ness nikogo nie było od wczoraj, a drugą osobą o jakiej pomyślałem był Harry.A właśnie co u niego?-zaciekawił się lekko.
-Wszystko dobrze-mruknęłam zdziwiona jego nagłym zainteresowaniem-o czym chcesz rozmawiać?
-Chciałem przeprosić cię za wszystko co zrobiłem...za wszystko począwszy od wciągnięcia cię w to gówno czyli narkotyki itp. kończąc na zdradzie-podrapał się po karku i włożył ręce do kieszeni.Weszliśmy do parku-Mówię szczerze-spuścił lekko głowę.Powtórzyłam sobie w głowie słowa które mi powiedział.
-Wybaczam-westchnęłam-Ale nie licz na nic więcej-powiedziałam stanowczo.
-Możemy usiąść?-zapytał zatrzymując się przy ławeczce.
-Dobrze-przytaknęłam i usadowiłam się na drugim końcu ławki.
-Mam dla ciebie ważną wiadomość-westchną
-Jaką?-zapytałam zdziwiona.
-Twoi rodzice do mnie dzwonili-mrukną.
-Jak to?-wytrzeszczyłam oczy.
-Dzwonili kilka razy, chcieli z tobą rozmawiać ale powiedziałem im o tym że się...rozstaliśmy-lekko posmutniał-Twoja mama się martwi.Boi się że coś ci się stało chociaż zapewniłem ją że nic ci nie jest-usprawiedliwił się.
-Co?Kiedy dzwonili?
-W czwartek.Przedwczoraj.
-Ooo zaczęli się interesować-zbulwersowałam się lekko-Jak próbowałam nawiązać z nimi kontakt w tamtym roku to jakoś nie mieli zamiaru ze mną rozmawiać a tu nagle naszła ich ochota-wkurzyłam się.
-Nicole...spokojnie.Wiem że jesteś zdenerwowana ale uspokój się-mrukną.Westchnęłam i policzyłam do dziesięciu.
-Czego chcieli?-syknęłam
-Chcieli twojego numeru,adresu wszystkiego,informacji.Domyśliłem się że nie chciałabyś z nimi rozmawiać więc nie podałem im numeru poza tym nie mam go bo zmieniłaś-przeczesał włosy.
-Dziękuję że mi o tym powiedziałeś-złagodniałam.
-Musiałem.Chcę cię jeszcze o coś zapytać...-powiedział.
-Słucham-skrzywiłam się lekko.
-Co u ciebie?Jak się czujesz?-wypowiadając te słowa był taki...no nie wiem troskliwy?
-U mnie?...Dobrze-mruknęłam.
-Znalazłaś sobie kogoś?Pewnie nie muszę pytać...spotykasz się z Harrym?-poczułam chłód przy wypowiadaniu imienia mojego chłopaka.
-Tak.Jesteśmy razem-powiedziałam z dumą.-A ty?Znalazłeś kogoś czy nadal...
-Tak nadal się spotykamy-powiedział a ja przypomniałam sobie ten dzień kiedy ich nakryłam.Ta parszywa twarz z toną tapety, te blond loki (taki żarcik).Szczerze mówiąc trochę mnie zemdliło.
-Między nami w porządku?-zapytał.
-Jonathan...między nami nigdy nie będzie do końca w porządku ale częściowo...tak-uśmiechnęłam się lekko.
-Cieszę się-powiedział.Szczerze mówiąc to cieszę się że to sobie jakoś wyjaśniliśmy.
-Muszę iść-powiedziałam krótko i podniosłam się z ławki.
-Dziękuję że zemną porozmawiałaś-skwitował i także się podniósł.Przytuliłam się do niego lekko na pożegnanie.Czułam się inaczej niż kiedyś.Było mi niewygodnie, niekomfortowo.Może dlatego że zaczął bardziej mnie ściskać i jeździć rękoma po mojej talii.
-Puść mnie-warknęłam.
-Nicole...nie widzisz tego?Pasujemy do siebie idealnie-szepną mi do ucha po czym przeszedł mnie dreszcz.
-Nie!Puść mnie!-krzyknęłam.Próbowałam się wyrwać ale był silniejszy.Przyparł mnie do drzewa i zaczął całować po szyi.Krzyczałam.Jak na utrapienie nikogo dookoła nie było.Biłam go i szarpałam się.Czułam że opadam już z sił, że nie dam rady gdy w pewnym momencie poczułam się wolna.Jonathan leżał na ziemi a chłopak o kruczo-czarnych włosach okładał go pięściami.
-Zayn?-zakryłam usta ręką gdy się do mnie odwrócił.W pewnym momencie wstał i chwycił mnie za rękę.
-Chodź!Szybko!-pociągną mnie-Musimy iść!-poganiał mnie.Odwróciłam się ostatni raz do podnoszącego się już Jonathana.
-Między nami nigdy nie będzie w porządku!-krzyknęłam będąc już na końcu ścieżki prowadzącej przez park.Szybko wsiadłam do samochodu do którego skierował mnie Zayn.Wsiadłam na miejsce pasażera a on wsuną się za kierownicę.
-Dziękuję-wydukałam.
-Nie ma za co-uśmiechną się lekko-Mam nadzieję że nic ci nie jest-zmartwił się.
-Wszystko jest dobrze-mruknęłam-obiecaj mi że Harry się nie dowie-szepnęłam.
-Za późno...-mrukną.
-Jak to? I co robiłeś w parku przecież macie próby?-zapytałam.
-Mieliśmy przerwę więc wyskoczyłem aby spotkać się z Perrie to właśnie robiłem w parku i w pewnym momencie usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.Podeszliśmy bliżej i wtedy cię zobaczyłem.Poprosiłem Perrie aby dała znać Harremu.Nie chciałem żeby miał później wyrzuty.Przepraszam-mrukną.
-Może to i dobrze.Dziękuję Zayn-powiedziałam i pogłaskałam go po ramieniu.
-Dla przyjaciół wszystko-powiedział patrząc w moją stronę z uśmiechem który od razu odwzajemniłam.-Zawiozę cię do domu okey?
-Tak.Chciałam iść na zakupy ale może lepiej nie będę nigdzie sama chodziła.-wywnioskowałam.
-Też tak uważam-skwitował.-Jesteśmy-uśmiechną się.
-Co, już?-zapytałam zdziwiona szybkim dotarciem do domu.
-No tak to tylko trzy ulice z tąd-zaśmiała się.
-Dziękuję jeszcze raz-pomachałam mu zamykając drzwi.Odwróciłam się a go już nie było.Samochód Harrego stał na podjeździe.Weszłam powolnym krokiem po schodach i otworzyłam lekko drzwi.Przekroczyłam próg i zdjęłam buty gdy poczułam uścisk.Zatopiłam się w jego ramionach.Teraz czułam się w stu procentach bezpieczna.
-Nic ci nie jest?Wszystko okey?-szepną mi do ucha.
-Tak Harry...wszystko dobrze-mruknęłam wtulając się w niego.-Przepraszam-szepnęłam.Odsuną mnie lekko od siebie.
-Nie masz za co-powiedział ledwo słyszalnie i musną moje usta.-Chodź.Musisz odpocząć-powiedział i zaprowadził mnie na górę.Przeprałam się.Harry także zmienił koszulę i jeansy na dres.Poszłam do łazienki zmyć makijaż.Gdy wróciłam Harry leżał na łóżku i czekał na mnie wybierając film.Dołączyłam do niego i wybraliśmy "Plan B".Włączyliśmy i usiedliśmy na łóżku.Przytuliłam się do niego a on kreślił kciukiem na moim ramieniu kółeczka co mnie łaskotało.Spojrzałam na niego.
-Kocham Cię Harry...-wyznałam mu miłość.Tak centralnie.Pierwszy raz w naszym związku.Cmokną lekko moje usta.
-Ja też Cię kocham-uśmiechną się do mnie ukazując szereg białych ząbków i te cudowne dołeczki.Spojrzałam mu w oczy i zatonęłam...zatonęłam w zielonym oceanie jego uczuć...
******
NASTĘPNY W PIĄTEK! ;D
******
*Oczami Nicole*
-Jonathan...?
-Nicole...-serce zabiło mi szybciej na dźwięk jego głosu.
-Co ty tutaj robisz?-wytrzeszczyłam oczy mówiąc ciszej nie będąc pewna w to co widzę.
-Ja...szukałem cię...chciałem z tobą porozmawiać-jąkał się.
-Ale ja nie chcę z tobą rozmawiać-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nicole...ja nie chcę cię do niczego przekonywać.Chcę po prostu porozmawiać-powiedział pewnie.Schyliłam głowę zastanawiając się czy zgodzić się na rozmowę.
-Dobrze.Ale nie tutaj-powiedziałam.Odetchną z ulgą.
-Dobrze.Gdzie?-zapytał.
-Właśnie wybierałam się na zakupy więc...możemy pogadać w drodze-powiedziałam i ruszyłam na przód wymijając go.-Idziesz?-zapytałam będąc już na chodniku przed domem.
-Tak...przepraszam zamyśliłem się-mrukną i dołączył do mnie.Dziwnie jest iść koło niego nie trzymając go za rękę.Owszem rzadko wychodziliśmy na jakieś spacery ale takie też się zdarzały.Popatrzyłam na niego.Nic się nie zmienił.Wciąż ta sama ponura mina te same ruchy i oczy w których ukrywał się gniew.
-O czym chcesz porozmawiać?-zapytałam go wyrywając przy tym z zamyślenia-i...jak mnie znalazłeś?
-Nie było ciężko-uśmiechną się lekko-Na początku byłem w naszym...znaczy...no rozumiesz, w domu ale tam jest pusto.U Ness nikogo nie było od wczoraj, a drugą osobą o jakiej pomyślałem był Harry.A właśnie co u niego?-zaciekawił się lekko.
-Wszystko dobrze-mruknęłam zdziwiona jego nagłym zainteresowaniem-o czym chcesz rozmawiać?
-Chciałem przeprosić cię za wszystko co zrobiłem...za wszystko począwszy od wciągnięcia cię w to gówno czyli narkotyki itp. kończąc na zdradzie-podrapał się po karku i włożył ręce do kieszeni.Weszliśmy do parku-Mówię szczerze-spuścił lekko głowę.Powtórzyłam sobie w głowie słowa które mi powiedział.
-Wybaczam-westchnęłam-Ale nie licz na nic więcej-powiedziałam stanowczo.
-Możemy usiąść?-zapytał zatrzymując się przy ławeczce.
-Dobrze-przytaknęłam i usadowiłam się na drugim końcu ławki.
-Mam dla ciebie ważną wiadomość-westchną
-Jaką?-zapytałam zdziwiona.
-Twoi rodzice do mnie dzwonili-mrukną.
-Jak to?-wytrzeszczyłam oczy.
-Dzwonili kilka razy, chcieli z tobą rozmawiać ale powiedziałem im o tym że się...rozstaliśmy-lekko posmutniał-Twoja mama się martwi.Boi się że coś ci się stało chociaż zapewniłem ją że nic ci nie jest-usprawiedliwił się.
-Co?Kiedy dzwonili?
-W czwartek.Przedwczoraj.
-Ooo zaczęli się interesować-zbulwersowałam się lekko-Jak próbowałam nawiązać z nimi kontakt w tamtym roku to jakoś nie mieli zamiaru ze mną rozmawiać a tu nagle naszła ich ochota-wkurzyłam się.
-Nicole...spokojnie.Wiem że jesteś zdenerwowana ale uspokój się-mrukną.Westchnęłam i policzyłam do dziesięciu.
-Czego chcieli?-syknęłam
-Chcieli twojego numeru,adresu wszystkiego,informacji.Domyśliłem się że nie chciałabyś z nimi rozmawiać więc nie podałem im numeru poza tym nie mam go bo zmieniłaś-przeczesał włosy.
-Dziękuję że mi o tym powiedziałeś-złagodniałam.
-Musiałem.Chcę cię jeszcze o coś zapytać...-powiedział.
-Słucham-skrzywiłam się lekko.
-Co u ciebie?Jak się czujesz?-wypowiadając te słowa był taki...no nie wiem troskliwy?
-U mnie?...Dobrze-mruknęłam.
-Znalazłaś sobie kogoś?Pewnie nie muszę pytać...spotykasz się z Harrym?-poczułam chłód przy wypowiadaniu imienia mojego chłopaka.
-Tak.Jesteśmy razem-powiedziałam z dumą.-A ty?Znalazłeś kogoś czy nadal...
-Tak nadal się spotykamy-powiedział a ja przypomniałam sobie ten dzień kiedy ich nakryłam.Ta parszywa twarz z toną tapety, te blond loki (taki żarcik).Szczerze mówiąc trochę mnie zemdliło.
-Między nami w porządku?-zapytał.
-Jonathan...między nami nigdy nie będzie do końca w porządku ale częściowo...tak-uśmiechnęłam się lekko.
-Cieszę się-powiedział.Szczerze mówiąc to cieszę się że to sobie jakoś wyjaśniliśmy.
-Muszę iść-powiedziałam krótko i podniosłam się z ławki.
-Dziękuję że zemną porozmawiałaś-skwitował i także się podniósł.Przytuliłam się do niego lekko na pożegnanie.Czułam się inaczej niż kiedyś.Było mi niewygodnie, niekomfortowo.Może dlatego że zaczął bardziej mnie ściskać i jeździć rękoma po mojej talii.
-Puść mnie-warknęłam.
-Nicole...nie widzisz tego?Pasujemy do siebie idealnie-szepną mi do ucha po czym przeszedł mnie dreszcz.
-Nie!Puść mnie!-krzyknęłam.Próbowałam się wyrwać ale był silniejszy.Przyparł mnie do drzewa i zaczął całować po szyi.Krzyczałam.Jak na utrapienie nikogo dookoła nie było.Biłam go i szarpałam się.Czułam że opadam już z sił, że nie dam rady gdy w pewnym momencie poczułam się wolna.Jonathan leżał na ziemi a chłopak o kruczo-czarnych włosach okładał go pięściami.
-Zayn?-zakryłam usta ręką gdy się do mnie odwrócił.W pewnym momencie wstał i chwycił mnie za rękę.
-Chodź!Szybko!-pociągną mnie-Musimy iść!-poganiał mnie.Odwróciłam się ostatni raz do podnoszącego się już Jonathana.-Między nami nigdy nie będzie w porządku!-krzyknęłam będąc już na końcu ścieżki prowadzącej przez park.Szybko wsiadłam do samochodu do którego skierował mnie Zayn.Wsiadłam na miejsce pasażera a on wsuną się za kierownicę.
-Dziękuję-wydukałam.
-Nie ma za co-uśmiechną się lekko-Mam nadzieję że nic ci nie jest-zmartwił się.
-Wszystko jest dobrze-mruknęłam-obiecaj mi że Harry się nie dowie-szepnęłam.
-Za późno...-mrukną.
-Jak to? I co robiłeś w parku przecież macie próby?-zapytałam.
-Mieliśmy przerwę więc wyskoczyłem aby spotkać się z Perrie to właśnie robiłem w parku i w pewnym momencie usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.Podeszliśmy bliżej i wtedy cię zobaczyłem.Poprosiłem Perrie aby dała znać Harremu.Nie chciałem żeby miał później wyrzuty.Przepraszam-mrukną.
-Może to i dobrze.Dziękuję Zayn-powiedziałam i pogłaskałam go po ramieniu.
-Dla przyjaciół wszystko-powiedział patrząc w moją stronę z uśmiechem który od razu odwzajemniłam.-Zawiozę cię do domu okey?
-Tak.Chciałam iść na zakupy ale może lepiej nie będę nigdzie sama chodziła.-wywnioskowałam.
-Też tak uważam-skwitował.-Jesteśmy-uśmiechną się.
-Co, już?-zapytałam zdziwiona szybkim dotarciem do domu.
-No tak to tylko trzy ulice z tąd-zaśmiała się.
-Dziękuję jeszcze raz-pomachałam mu zamykając drzwi.Odwróciłam się a go już nie było.Samochód Harrego stał na podjeździe.Weszłam powolnym krokiem po schodach i otworzyłam lekko drzwi.Przekroczyłam próg i zdjęłam buty gdy poczułam uścisk.Zatopiłam się w jego ramionach.Teraz czułam się w stu procentach bezpieczna.
-Nic ci nie jest?Wszystko okey?-szepną mi do ucha.
-Tak Harry...wszystko dobrze-mruknęłam wtulając się w niego.-Przepraszam-szepnęłam.Odsuną mnie lekko od siebie.
-Nie masz za co-powiedział ledwo słyszalnie i musną moje usta.-Chodź.Musisz odpocząć-powiedział i zaprowadził mnie na górę.Przeprałam się.Harry także zmienił koszulę i jeansy na dres.Poszłam do łazienki zmyć makijaż.Gdy wróciłam Harry leżał na łóżku i czekał na mnie wybierając film.Dołączyłam do niego i wybraliśmy "Plan B".Włączyliśmy i usiedliśmy na łóżku.Przytuliłam się do niego a on kreślił kciukiem na moim ramieniu kółeczka co mnie łaskotało.Spojrzałam na niego.
-Kocham Cię Harry...-wyznałam mu miłość.Tak centralnie.Pierwszy raz w naszym związku.Cmokną lekko moje usta.-Ja też Cię kocham-uśmiechną się do mnie ukazując szereg białych ząbków i te cudowne dołeczki.Spojrzałam mu w oczy i zatonęłam...zatonęłam w zielonym oceanie jego uczuć...
******
NASTĘPNY W PIĄTEK! ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
