piątek, 29 marca 2013

Rozdział 7

*Oczami Nicole*
Cieszę się że Jonathan pozwolił mi zaprosić Harrego na obiad.To już dzisiaj.Jestem podekscytowana.Będzie także Vic i Ness.Powiedziałam Harremu że może przyjść z kim chce.Ness przyszła wcześniej aby mi pomóc a Vic i Ji jeszcze nie wrócili z pracy.Denerwuje mnie to że nawet w niedziele muszą pracować.Zaczęłyśmy id deseru następnie dania na gorąco i przystawki.Byłyśmy w kompletnej rozsypce więc postanowiłyśmy się w końcu ubrać.Poszłyśmy na górę do garderoby i wybrałyśmy dwie piękne sukienki.Ja wyglądałam tak [klik] a Ness tak [klik] .Zeszłyśmy na dół i zaczęłyśmy przygotowywać stół.Po chwili wyglądał cudownie [klik] . Ji i Vic już są więc wysłałyśmy ich na ubranie i umycie się.Wyglądali jakby z buszu wyszli.Czekałyśmy z Ness i na Harrego i na chłopaków.Zadzwonił dzwonek a ja pobiegłam otworzyć.W drzwiach zobaczyłam uśmiechniętą mordkę Harrego.Wpuściłam go do środka a chwilę później po schodach zbiegli wystrojeni Ji i Vic.
-Harry poznaj Jonathana i Victora.Tam jest Ness ale ją już znasz-powiedziałam uśmiechając się.
-Jonathan jestem-powiedział mój chłopak oschle podając rękę Harremu.
-Ja Victor..
-Harry-odpowiedział speszony.
-No to może zacznijmy ten obiad-powiedziałam klaszcząc w dłonie i udaliśmy się do jadalni.Prowadziliśmy interesujące rozmowy.Jonathan patrzył na Hazzę złowieszczym wzrokiem,widać było że go nie lubi.Szturchnęłam go lekko łokciem więc odwrócił się do mnie i uśmiechną lekko widząc moje porozumiewawcze spojrzenie.Poszłam razem z Ness do kuchni aby przynieść deser.
-Fajny ten Harry naprawdę.Szkoda że Niall nie przyszedł-powiedziała do mnie NEss podając talerzyki.
-Haha chyba ktoś ci się spodobał co?
-Nie nooooo...mam Victora wiesz...-zarumieniła się.
-Okok spokojnie rozumiem Cię.A teraz dawaj ostatni talerz i idziemy-powiedziałam i nałożyłam ostatni kawałek ciasta na talerzyk.Dałam tackę Ness i ruszyłyśmy do jadalni.Gdy stanęłam w pokoju zatkało mnie.Skakali sobie do gardeł.Harry i Jonathan się kłócili.Victor próbował trzymać Ji ale nie udawało mu się to.Nie wiedziałam o co się pokłócili ale nie obchodziło mnie to Jonathan obiecał mi że będzie miły.Zdenerwowałam się na niego.Gdy zobaczyłam że podnosi rękę aby uderzyć Harrego wbiegłam przd niego i to ja dostałam pięścią.Chwyciłam się za bolące miejsce a łzy momentalnie poleciały po moim policzku.Patrzyłam na coraz to smutniejszą minę Jonathana.Cofną rękę i chciał mnie przytulić ale uciekłam.Uciekłam na górę...
*Oczami Ness*
Nie mogłam uwierzyć w to co się stało.Wiem że Ji nie zrobił tego specjalnie ale...ale on chciał to zrobić Harremu.Victor z wrażenia usiadł a ja patrzyłam jak oczy Jonathana napełniają się łzami.Harry spuścił głowę w dół.
-Ja chyba do niej pójdę-powiedział Ji i zaczął kierować się w stronę schodów wraz z Harrym.Zatrzymałam ich.
-Nie za dużo już narobiliście?Jak mogliście?Jonathan wiedziałeś ile to dla niej znaczy...obiecałeś coś-powiedziałam patrząc obojgu w oczy.
-Ja...ja nie chciałem-spuścił głowę w dół.
-Wiem że nie chciałeś jej uderzyć ale chciałeś uderzyć Harrego.On jest jej przyjacielem a ty zacząłeś coś takiego.
-To nie jego wina to ja zacząłem-wtrącił Harry.
-Stary sory ale wiesz...nie lubię jak ktoś mówi coś o mojej dziewczynie-powiedział Ji i wyciągną rękę w kierunku Harrego.
-Nie ma sprawy-powiedział Loczek i uścisneli sobie ręce.Zdziwiło mnie to Jonathan przeprasza?No nic czas kontynuować dialog.
-Nie wpuszczę was tam do niej teraz.
-Ale ja muszę ją przeprosić
-A ja chcę z nią porozmawiać...nie chciałem jej uderzyć.Domyślam się z jaką siłą to było bo sam wymierzałem.Ona jest taka wrażliwa...
-Nie Jonathan nie wpuszczę Cię do niej teraz.Zostań tutaj ja tam pójdę-powiedziałam i udałam się na górę.
*Oczami Jonathana*
Nessi poszła na górę a ja biłem się z myślami.Walnąłem pięściami w ścianę ze zdenerwowania.Byłem zdenerwowany w szczególności na siebie.
-Ja chyba już pójdę-powiedział Harry.
-Stary sorry jeszcze raz.Mam nadzieje że odwiedzisz nas jeszcze i obiecuję że nie naskoczę na ciebie.Wiesz kocham ją i poprostu...wiem ile dla niej znaczysz zadzwoń do niej później-powiedziałem otwierając drzwi.
-Okey nie ma sprawy.Napewno do niej zadzwonię poza tym ona uczy tańczyć nasz zespół więc bez spotkania się nie obejdzie.To narazie-powiedział i wyszedł.Zasmuciłem się. Nicole zależało na tym aby wszystko było okey.Zawiodłem ją...po raz kolejny ją zawiodłem...