czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 22

*Nicole*
Obudziłam się.Słabe światło oświetlało pokój z pod zasłon.Rozejrzałam się wokoło.Pusto.Lekko podniosłam się i osunęłam do krawędzi łóżka, wstając.Powolnym krokiem zbliżyłam się do łazienki.Stając przed lustrem nie wierzyłam w siebie.Wyglądałam jak psu z gardła wyciągnięta.Blada twarz,mocno widoczne wory pod oczami,zapadnięte policzki.Wydarzenia z wczorajszego dnia dały się we znaki.Starałam się o tym nie myśleć.Zrzuciłam z siebie t-shirt Harrego po czym zsunęłam z siebie bieliznę i weszłam pod prysznic.Zaraz po odkręceniu wody poczułam na skórze przyjemnie ciepło oraz orzeźwienie.Lubiłam brać długie prysznice.Dzięki nim czułam że wszystkie moje kłopoty spływają gdzieś razem z wodą zostawiając mnie w spokoju.Po zakończonym relaksie wyszłam z kabiny i otuliłam się ręcznikiem.Wyszłam z łazienki po rzeczy do ubrania.Z moich włosów kapała woda tworząc mokrą ścieżkę z łazienki prosto do walizki.Wyjmując z torby kilka ubrań i kosmetyczkę wróciłam do łazienki.Powoli nasunęłam na siebie wyciągnięte ciuchy i zaczęłam suszyć włosy.Po skończonym procesie nacieplania mojej głowy związałam włosy w wysokiego koka na czubku mojej głowy.Zabrałam się za zakrycie wszystkich niedoskonałości na mojej twarzy.Podkład,kreski i trochę tuszu.Spojrzałam w lustro ostatni raz i powtarzając sobie w duchu że będzie dobrze byłam gotowa na wszystko co miało się dzisiaj wydarzyć.Wychodząc z łazienki potknęłam się i runęłam na ziemię uderzając głową o krawędź szafki.Trochę mnie zamroczyło i zrobiło mi się trochę słabo ale po chwili wszystko wróciło do normy.Ostrożnie się podniosłam i odłożyłam rzeczy na szafkę.Obejrzałam się po pokoju i lekko uchylając drzwi wyszłam na korytarz.Powolnym krokiem zeszłam na dół.W kuchni siedziała Ness z chłopakami, zauważając mnie lekko się uśmiechnęła.Stanęłam w progu opierając się o ścianę a Harry podszedł do mnie całując mnie w czoło i lekko przytulając.
-Zrobiłem ci śniadanie-szepną.
-Dziękuję-cmoknęłam jego policzek i poczochrałam go po włosach.Usiadłam przy talerzu na którym leżały dwa naleśniki z bitą śmietaną.Jadłam w ciszy.Nie chciałam poruszać żadnych tematów nie miałam na to najmniejszej ochoty ponieważ przez dwa najbliższe dni muszę załatwić pogrzeb i inne ważne sprawy związane z babcią.Po skończonym posiłku odniosłam talerz do zlewu i umyłam go.Na parapecie zauważyłam zdjęcie moje i babci.Oczy mi się zaszkliły.Stanęłam w bezruchu przypominając sobie każdą chwilę z nią spędzoną.Talerz wyleciał mi z rąk rozbijając się na miliony kawałków.Przetarłam oczy i podnosząc pierwszy kawałek szkła z nieuwagi wbiłam go w rękę.Krew leciała ciurkiem z mojej dłoni.Harry natychmiast do mnie podbiegł podnosząc mnie z podłogi i trzymając za rękę.
-Chodź muszę opatrzeć Ci rękę-powiedział.-Ness zajmie się talerzem-popatrzył na nią znacząco a ona kiwnęła głową-Chodź-powiedział chwytając mnie za drugą rękę i ciągnąc za sobą.Weszliśmy do małej łazienki.Hazz chwycił mnie za talię i posadził na szafce obok zlewu.
-Gdzie jest apteczka?-zapytał.
-W pierwszej szufladzie pod lustrem-wskazałam palcem.Wyciągną cały ekwipunek apteczki.Wziął wodę utlenioną i przemył moją ranę.Ostrożnie opatrzył moją rękę i po skończonym procesie oczyszczania nakleił plaster.Zbliżył swoją twarz do mojej.
-Nie denerwuj się tak.Jesteś strasznie zestresowana.Musisz się uspokoić-cmokną lekko moje usta.-Kocham Cię ale musisz mi coś obiecać...-szepnął.
-Słucham...-mruknęłam.
-Spędzisz ze mną teraz trochę czasu, masz powiedzieć mi wszystko co ci leży na sercu i masz się uspokoić-pogłaskał mnie lekko po włosach-Okey?-zapytał.Pokiwałam głową na tak i lekko się do niego przytuliłam.Wyszliśmy z łazienki trzymając się za ręce i skierowaliśmy się do pokoju w którym obecnie nocowaliśmy.Położyłam się na łóżku i Harry zaraz obok mnie.Położyłam głowę na jego ramieniu i rysowałam palcem różne symbole na jego brzuchu.
-Wiesz co mnie męczy...że to akurat ona.Ta która była dla mnie najważniejsza.
-Bliscy kiedyś muszą odejść.Podobnie jak my sami.Teoretycznie jesteśmy świadomi tego że każdy z nas odejdzie kiedyś z tego świata ale kiedy przychodzi moment całkowitego zaśnięcia na wieki bardzo ciężko się z tym pogodzić.
-Tak ale to nie ma najmniejszego sensu.Gdybym wiedziała że jest chora lub że źle się czuje mogłabym pogodzić się z tym że odchodzi ale to było niespodziewane.W pierwszej kolejności nie dowierzałam że to się stało ale w momencie ostatnich słów lekarza "nie ma już ratunku" mój umysł przyjął do siebie że ona już nie wróci.
-Będzie dobrze obiecuję-cmokną mnie w czoło a ja w tuliłam się w niego jeszcze bardziej.To właśnie w nim kochałam.Mogłam mu powiedzieć o wszystkim a on nigdy mnie nie osądzał tylko pomagał uporać się z problemem.Leżeliśmy w ciszy ale jak zawsze coś musiało ją przerwać.Mój telefon zaczął wibrować na szafce nocnej.Szybko się podniosłam i odebrałam.
-Panna Carter?-usłyszałam głos w słuchawce.
-Tak.Słucham?
-Dzwonię ze szpitala.Chcę poinformować że pani babcia miała chwilowe zatrzymanie serca.Proszę o natychmiastowe przybycie.
-Dobrze zaraz będę-odparłam i w podskokach zbiegłam na dół.Zawołałam Ness i Nialla.Harry był tuż za mną.
-Nicole co się stało?-zapytała moja przyjaciółka.
-Dzwonili ze szpitala, coś z babcią.-powiedziałam, nakładając na siebie kurtkę.Wsiedliśmy do starego samochodu babci.Nie ma to jak cisnąć się w małym garbusie.Szczerze mówiąc "ciasny ale własny".W szpitalu byliśmy po 30 minutach bo samochód nie jeździł zbyt szybko.Wbiegłam na górę i weszłam do gabinetu lekarza który zajmował się moją babcią.
-Dzień Dobry-powiedziałam wchodząc do pokoju-O co chodzi z zatrzymaniem serca?-zapytałam.
-Dzień Dobry.Chodzi o to że pani babcia żyje.Miała nagłe zatrzymanie serca.Jest to nagły stan chorobowy w którym dochodzi do nagłego zatrzymania pracy mechanicznej serca przez co ustaje krążenie krwi.Może to trwać kilka godzin lub dni.Wygląda to jak zgon i właśnie gdy już zajmowaliśmy się pani babcią w pewnym momencie odzyskała puls.Całe szczęście że trwało to u niej tylko kilka godzin.Mogło być gorzej.
-Czyli ona żyje?Tak?Jak się czuje?
-Żyje-uśmiechną się lekko-Jej stan jest dobry,czuje się w miarę dobrze i chyba niedawno zasnęła.Odzyskuje siły.Będziemy musieli zostawić ją na kilka dni na obserwację ale jej stan o wiele się poprawił.
-Mogę do niej zajrzeć?
-Jasne.Ma pani do tego pełne prawo.Mam tylko pytanie czy mogła by pani powiadomić swoich rodziców?
-Wolałabym żeby pan to zrobił nie mamy za dobrych kontaktów.-wytłumaczyłam-Więc ja już pójdę.Dziękuję bardzo-wyszłam z gabinetu i po drodze na salę babci wytłumaczyłam wszystko moim towarzyszom.Siedzieliśmy w sali gdy ona spała.Cieszyłam się jak nie wiem co.Całe szczęście że to tylko zatrzymanie akcji serca.Może spędzę z nią jeszcze trochę czasu.Tak właśnie miną nam tydzień.Odwiedzaliśmy ją a w dzień wypisu musieliśmy wracać do Londynu.Była w domu, bezpieczna.Moi rodzice z nią zostaną.Muszę powiedzieć że trochę nas to zbliżyło.Przynajmniej trochę się do nich odzywam.Pożegnaliśmy się z babcią i obiecaliśmy jej że będziemy dzwonić codziennie.Rozmawiałam z Ness gdy w pewnym momencie zauważyłam jak moja babcia komunikuje się z Harrym (moja babcia mistrz angielskiego!) śmiesznie to trochę wyglądało ale nie usłyszałam co do niego mówiła.Pożegnaliśmy się z nią i wsiedliśmy do taksówki.Wsiadając do samolotu zapytałam Harrego o to co pytała go babcia.
-To tajemniaca...-tylko tyle usłyszałam z jego ust.

3 komentarze:

  1. A weź ty kobieto nooo! Masz mi szybciej pisać bo CHYBA NIE WYTRZYMAM !!! *,*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam Twojego bloga do Liebster Award xx http://midnight-memories-blog.blogspot.com/2014/01/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń