wtorek, 31 grudnia 2013

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 22

*Nicole*
Obudziłam się.Słabe światło oświetlało pokój z pod zasłon.Rozejrzałam się wokoło.Pusto.Lekko podniosłam się i osunęłam do krawędzi łóżka, wstając.Powolnym krokiem zbliżyłam się do łazienki.Stając przed lustrem nie wierzyłam w siebie.Wyglądałam jak psu z gardła wyciągnięta.Blada twarz,mocno widoczne wory pod oczami,zapadnięte policzki.Wydarzenia z wczorajszego dnia dały się we znaki.Starałam się o tym nie myśleć.Zrzuciłam z siebie t-shirt Harrego po czym zsunęłam z siebie bieliznę i weszłam pod prysznic.Zaraz po odkręceniu wody poczułam na skórze przyjemnie ciepło oraz orzeźwienie.Lubiłam brać długie prysznice.Dzięki nim czułam że wszystkie moje kłopoty spływają gdzieś razem z wodą zostawiając mnie w spokoju.Po zakończonym relaksie wyszłam z kabiny i otuliłam się ręcznikiem.Wyszłam z łazienki po rzeczy do ubrania.Z moich włosów kapała woda tworząc mokrą ścieżkę z łazienki prosto do walizki.Wyjmując z torby kilka ubrań i kosmetyczkę wróciłam do łazienki.Powoli nasunęłam na siebie wyciągnięte ciuchy i zaczęłam suszyć włosy.Po skończonym procesie nacieplania mojej głowy związałam włosy w wysokiego koka na czubku mojej głowy.Zabrałam się za zakrycie wszystkich niedoskonałości na mojej twarzy.Podkład,kreski i trochę tuszu.Spojrzałam w lustro ostatni raz i powtarzając sobie w duchu że będzie dobrze byłam gotowa na wszystko co miało się dzisiaj wydarzyć.Wychodząc z łazienki potknęłam się i runęłam na ziemię uderzając głową o krawędź szafki.Trochę mnie zamroczyło i zrobiło mi się trochę słabo ale po chwili wszystko wróciło do normy.Ostrożnie się podniosłam i odłożyłam rzeczy na szafkę.Obejrzałam się po pokoju i lekko uchylając drzwi wyszłam na korytarz.Powolnym krokiem zeszłam na dół.W kuchni siedziała Ness z chłopakami, zauważając mnie lekko się uśmiechnęła.Stanęłam w progu opierając się o ścianę a Harry podszedł do mnie całując mnie w czoło i lekko przytulając.
-Zrobiłem ci śniadanie-szepną.
-Dziękuję-cmoknęłam jego policzek i poczochrałam go po włosach.Usiadłam przy talerzu na którym leżały dwa naleśniki z bitą śmietaną.Jadłam w ciszy.Nie chciałam poruszać żadnych tematów nie miałam na to najmniejszej ochoty ponieważ przez dwa najbliższe dni muszę załatwić pogrzeb i inne ważne sprawy związane z babcią.Po skończonym posiłku odniosłam talerz do zlewu i umyłam go.Na parapecie zauważyłam zdjęcie moje i babci.Oczy mi się zaszkliły.Stanęłam w bezruchu przypominając sobie każdą chwilę z nią spędzoną.Talerz wyleciał mi z rąk rozbijając się na miliony kawałków.Przetarłam oczy i podnosząc pierwszy kawałek szkła z nieuwagi wbiłam go w rękę.Krew leciała ciurkiem z mojej dłoni.Harry natychmiast do mnie podbiegł podnosząc mnie z podłogi i trzymając za rękę.
-Chodź muszę opatrzeć Ci rękę-powiedział.-Ness zajmie się talerzem-popatrzył na nią znacząco a ona kiwnęła głową-Chodź-powiedział chwytając mnie za drugą rękę i ciągnąc za sobą.Weszliśmy do małej łazienki.Hazz chwycił mnie za talię i posadził na szafce obok zlewu.
-Gdzie jest apteczka?-zapytał.
-W pierwszej szufladzie pod lustrem-wskazałam palcem.Wyciągną cały ekwipunek apteczki.Wziął wodę utlenioną i przemył moją ranę.Ostrożnie opatrzył moją rękę i po skończonym procesie oczyszczania nakleił plaster.Zbliżył swoją twarz do mojej.
-Nie denerwuj się tak.Jesteś strasznie zestresowana.Musisz się uspokoić-cmokną lekko moje usta.-Kocham Cię ale musisz mi coś obiecać...-szepnął.
-Słucham...-mruknęłam.
-Spędzisz ze mną teraz trochę czasu, masz powiedzieć mi wszystko co ci leży na sercu i masz się uspokoić-pogłaskał mnie lekko po włosach-Okey?-zapytał.Pokiwałam głową na tak i lekko się do niego przytuliłam.Wyszliśmy z łazienki trzymając się za ręce i skierowaliśmy się do pokoju w którym obecnie nocowaliśmy.Położyłam się na łóżku i Harry zaraz obok mnie.Położyłam głowę na jego ramieniu i rysowałam palcem różne symbole na jego brzuchu.
-Wiesz co mnie męczy...że to akurat ona.Ta która była dla mnie najważniejsza.
-Bliscy kiedyś muszą odejść.Podobnie jak my sami.Teoretycznie jesteśmy świadomi tego że każdy z nas odejdzie kiedyś z tego świata ale kiedy przychodzi moment całkowitego zaśnięcia na wieki bardzo ciężko się z tym pogodzić.
-Tak ale to nie ma najmniejszego sensu.Gdybym wiedziała że jest chora lub że źle się czuje mogłabym pogodzić się z tym że odchodzi ale to było niespodziewane.W pierwszej kolejności nie dowierzałam że to się stało ale w momencie ostatnich słów lekarza "nie ma już ratunku" mój umysł przyjął do siebie że ona już nie wróci.
-Będzie dobrze obiecuję-cmokną mnie w czoło a ja w tuliłam się w niego jeszcze bardziej.To właśnie w nim kochałam.Mogłam mu powiedzieć o wszystkim a on nigdy mnie nie osądzał tylko pomagał uporać się z problemem.Leżeliśmy w ciszy ale jak zawsze coś musiało ją przerwać.Mój telefon zaczął wibrować na szafce nocnej.Szybko się podniosłam i odebrałam.
-Panna Carter?-usłyszałam głos w słuchawce.
-Tak.Słucham?
-Dzwonię ze szpitala.Chcę poinformować że pani babcia miała chwilowe zatrzymanie serca.Proszę o natychmiastowe przybycie.
-Dobrze zaraz będę-odparłam i w podskokach zbiegłam na dół.Zawołałam Ness i Nialla.Harry był tuż za mną.
-Nicole co się stało?-zapytała moja przyjaciółka.
-Dzwonili ze szpitala, coś z babcią.-powiedziałam, nakładając na siebie kurtkę.Wsiedliśmy do starego samochodu babci.Nie ma to jak cisnąć się w małym garbusie.Szczerze mówiąc "ciasny ale własny".W szpitalu byliśmy po 30 minutach bo samochód nie jeździł zbyt szybko.Wbiegłam na górę i weszłam do gabinetu lekarza który zajmował się moją babcią.
-Dzień Dobry-powiedziałam wchodząc do pokoju-O co chodzi z zatrzymaniem serca?-zapytałam.
-Dzień Dobry.Chodzi o to że pani babcia żyje.Miała nagłe zatrzymanie serca.Jest to nagły stan chorobowy w którym dochodzi do nagłego zatrzymania pracy mechanicznej serca przez co ustaje krążenie krwi.Może to trwać kilka godzin lub dni.Wygląda to jak zgon i właśnie gdy już zajmowaliśmy się pani babcią w pewnym momencie odzyskała puls.Całe szczęście że trwało to u niej tylko kilka godzin.Mogło być gorzej.
-Czyli ona żyje?Tak?Jak się czuje?
-Żyje-uśmiechną się lekko-Jej stan jest dobry,czuje się w miarę dobrze i chyba niedawno zasnęła.Odzyskuje siły.Będziemy musieli zostawić ją na kilka dni na obserwację ale jej stan o wiele się poprawił.
-Mogę do niej zajrzeć?
-Jasne.Ma pani do tego pełne prawo.Mam tylko pytanie czy mogła by pani powiadomić swoich rodziców?
-Wolałabym żeby pan to zrobił nie mamy za dobrych kontaktów.-wytłumaczyłam-Więc ja już pójdę.Dziękuję bardzo-wyszłam z gabinetu i po drodze na salę babci wytłumaczyłam wszystko moim towarzyszom.Siedzieliśmy w sali gdy ona spała.Cieszyłam się jak nie wiem co.Całe szczęście że to tylko zatrzymanie akcji serca.Może spędzę z nią jeszcze trochę czasu.Tak właśnie miną nam tydzień.Odwiedzaliśmy ją a w dzień wypisu musieliśmy wracać do Londynu.Była w domu, bezpieczna.Moi rodzice z nią zostaną.Muszę powiedzieć że trochę nas to zbliżyło.Przynajmniej trochę się do nich odzywam.Pożegnaliśmy się z babcią i obiecaliśmy jej że będziemy dzwonić codziennie.Rozmawiałam z Ness gdy w pewnym momencie zauważyłam jak moja babcia komunikuje się z Harrym (moja babcia mistrz angielskiego!) śmiesznie to trochę wyglądało ale nie usłyszałam co do niego mówiła.Pożegnaliśmy się z nią i wsiedliśmy do taksówki.Wsiadając do samolotu zapytałam Harrego o to co pytała go babcia.
-To tajemniaca...-tylko tyle usłyszałam z jego ust.

wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 21

Wracam! Po długiej przerwie czas na kolejny rozdział :D

*Oczami Nicole*
Rodzicielka zbliżała się do mnie powolnym krokiem.Uniosłam brwi ku górze a Harry mocniej ścisną moją rękę.Zrobiłam głęboki w dech.Gdy była już blisko przysunęłam Harrego bliżej siebie.
-Nicole, dziecko!-powiedziała rozkładając ręce.Co ona sobie myślała? Że wskoczę jej w ramiona? Że tak  po prostu skoczę jej w ramiona i zapomnę co o mnie mówiła? Nie.Tak nie będzie.Patrząc na nią z pogardą minęłam ją ciągnąc Harrego za sobą a Ness i Niall podążali za nami.
-Nicole! Zatrzymaj się!-krzyknęła.-Mówię do ciebie nie słyszysz?-zdenerwowała się.Miałam ją głęboko gdzieś.Zatrzymałam się i obróciłam.
-Nie jestem tu po to żeby z tobą rozmawiać i na ciebie patrzeć jestem tutaj dla babci.Chcę spędzić z nią możliwe że ostatnie chwile w miłej atmosferze i nic a na pewno nie ty mi tego nie spieprzy!-splunęłam i zakładając ręce na piersi ruszyłam w stronę sali w której była babcia.Wraz z Ness poprosiłam chłopaków aby zostali na zewnątrz po czym uchylając drzwi weszłyśmy do pokoju.
*Oczami Harrego*
Usiadłem razem z Niallem na szpitalnym krzesełku.Siedzieliśmy w milczeniu.W pewnym momencie poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.Obróciłem głowę w stronę właścicielki kończyny.Była to matka Nicole.Całe szczęście kobieta mówiła biegle po angielsku.
-Czy mogłabym Cię prosić na słówko?-zapytała.
-Jasne-odparłem i ruszyłem za kobietą.-Słucham-powiedziałem podchodząc do niej.
-Chciałam porozmawiać z tobą o Nicole.
-Myślę że nie byłaby zadowolona z tego że z panią rozmawiam-skrzyżowałem ręce na piersi.Wiedziałem jak potraktowała Nicole.Była jej matką z zrobiła jej coś takiego.
-Rozumiem.Domyślam się co o mnie myślisz ale chciałabym naprawić relację z moją córką.
-Przykro mi ale muszę przyznać że trochę na to za późno!Po dwóch latach próbuje panie "naprawić relację"? Jak by się pani czuła gdyby pani matka zostawiła ją?Nie pomogła jej w walce z nałogiem tylko bardziej ją pogrążyła? Radziłbym dokładnie zastanowić się nad tym co chce panie zrobić bo jej uczucia co do pani są błache-wzruszyłem ramionami i odszedłem pozostawiając kobietę przy ścianie.Usiadłem obok Nialla i powiedziałem mu co chciała kobieta.Dyskutowaliśmy o różnych tematach gdy w pewnym momencie Ness wyszła z pokoju z lekkim uśmiechem i poprosiła mnie i Nialla do środka.Szedłem za przyjacielem.Będąc już w środku zobaczyłem Nicole siedzącą z uśmiechem przy starszej kobiecie a Ness stała obok nas.
-Chodźcie tutaj-powiedziała Nic uśmiechając się do nas.-Przywitajcie się.Podszedłem do łóżka wraz z Niallem.Przedstawiliśmy się a staruszka uśmiechnęła się.
-Chłopcy moi drodzy muszę wam coś powiedzieć-powiedziała drżącym głosem-Istotki które kochacie są dla mnie najważniejsze więc macie się nimi zająć gdy mnie nie będzie.Opiekujcie się nimi i nie rańcie ich.Pokażcie im co to miłość-uśmiechnęła się chwytając nas za ręce.-A teraz jeżeli pozwolicie chciałybyśmy zostać same.Pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy.Siedzieliśmy na korytarzu dobre 20 minut gdy w pewnym momencie z sali wybiegła cała zapłakana Nicole.Nie zdążyłem jej złapać.Szukała lekarza.Ciągnęła go do sali za rękę.Kazała mu się pośpieszyć.Chyba wiedziałem co się dzieje.Wparowałem do sali jak poparzony.Lekarz próbował obudzić kobietę.Podszedłem do Nicole.Przytuliłem ją mocno bo wiedziałem że zaraz pęknie.Po chwili tak się stało.Wybuchła płaczem.Do sali wbiegli jej rodzice a razem z nimi chyba rodzice Nessi.
-Przykro mi...nie ma już ratunku-powiedział lekarz i zawołał pielęgniarki.Dosłownie wyniosłem Nicole z pokoju.Posadziłem ją na swoich kolanach siadając na krześle.Wtuliła się we mnie.Siedzieliśmy tu długo.Sami.Ness i Niall wrócili do domu.Pocieszałem ją a ona opowiadała mi historie o jej babci.Z opowiadań wydawała się na prawdę wspaniała.Jedną godzinę przesiedzieliśmy w milczeniu.Wtuleni w siebie.Wróciliśmy do domu około godziny 23:30.Zaprowadziłem ją do łóżka i położyłem się obok.Nigdy nie zapomnę słów jej babci "Istotki które kochacie są dla mnie najważniejsze więc macie się nimi zająć gdy mnie nie będzie.Opiekujcie się nimi i nie rańcie ich.Pokażcie im co to miłość" Przytuliłem ją i całując ją w czoło szepnąłem:
-Będzie dobrze.Obiecuję.