******
*Oczami Nicole*
-Jonathan...?
-Nicole...-serce zabiło mi szybciej na dźwięk jego głosu.
-Co ty tutaj robisz?-wytrzeszczyłam oczy mówiąc ciszej nie będąc pewna w to co widzę.
-Ja...szukałem cię...chciałem z tobą porozmawiać-jąkał się.
-Ale ja nie chcę z tobą rozmawiać-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nicole...ja nie chcę cię do niczego przekonywać.Chcę po prostu porozmawiać-powiedział pewnie.Schyliłam głowę zastanawiając się czy zgodzić się na rozmowę.
-Dobrze.Ale nie tutaj-powiedziałam.Odetchną z ulgą.
-Dobrze.Gdzie?-zapytał.
-Właśnie wybierałam się na zakupy więc...możemy pogadać w drodze-powiedziałam i ruszyłam na przód wymijając go.-Idziesz?-zapytałam będąc już na chodniku przed domem.
-Tak...przepraszam zamyśliłem się-mrukną i dołączył do mnie.Dziwnie jest iść koło niego nie trzymając go za rękę.Owszem rzadko wychodziliśmy na jakieś spacery ale takie też się zdarzały.Popatrzyłam na niego.Nic się nie zmienił.Wciąż ta sama ponura mina te same ruchy i oczy w których ukrywał się gniew.
-O czym chcesz porozmawiać?-zapytałam go wyrywając przy tym z zamyślenia-i...jak mnie znalazłeś?
-Nie było ciężko-uśmiechną się lekko-Na początku byłem w naszym...znaczy...no rozumiesz, w domu ale tam jest pusto.U Ness nikogo nie było od wczoraj, a drugą osobą o jakiej pomyślałem był Harry.A właśnie co u niego?-zaciekawił się lekko.
-Wszystko dobrze-mruknęłam zdziwiona jego nagłym zainteresowaniem-o czym chcesz rozmawiać?
-Chciałem przeprosić cię za wszystko co zrobiłem...za wszystko począwszy od wciągnięcia cię w to gówno czyli narkotyki itp. kończąc na zdradzie-podrapał się po karku i włożył ręce do kieszeni.Weszliśmy do parku-Mówię szczerze-spuścił lekko głowę.Powtórzyłam sobie w głowie słowa które mi powiedział.
-Wybaczam-westchnęłam-Ale nie licz na nic więcej-powiedziałam stanowczo.
-Możemy usiąść?-zapytał zatrzymując się przy ławeczce.
-Dobrze-przytaknęłam i usadowiłam się na drugim końcu ławki.
-Mam dla ciebie ważną wiadomość-westchną
-Jaką?-zapytałam zdziwiona.
-Twoi rodzice do mnie dzwonili-mrukną.
-Jak to?-wytrzeszczyłam oczy.
-Dzwonili kilka razy, chcieli z tobą rozmawiać ale powiedziałem im o tym że się...rozstaliśmy-lekko posmutniał-Twoja mama się martwi.Boi się że coś ci się stało chociaż zapewniłem ją że nic ci nie jest-usprawiedliwił się.
-Co?Kiedy dzwonili?
-W czwartek.Przedwczoraj.
-Ooo zaczęli się interesować-zbulwersowałam się lekko-Jak próbowałam nawiązać z nimi kontakt w tamtym roku to jakoś nie mieli zamiaru ze mną rozmawiać a tu nagle naszła ich ochota-wkurzyłam się.
-Nicole...spokojnie.Wiem że jesteś zdenerwowana ale uspokój się-mrukną.Westchnęłam i policzyłam do dziesięciu.
-Czego chcieli?-syknęłam
-Chcieli twojego numeru,adresu wszystkiego,informacji.Domyśliłem się że nie chciałabyś z nimi rozmawiać więc nie podałem im numeru poza tym nie mam go bo zmieniłaś-przeczesał włosy.
-Dziękuję że mi o tym powiedziałeś-złagodniałam.
-Musiałem.Chcę cię jeszcze o coś zapytać...-powiedział.
-Słucham-skrzywiłam się lekko.
-Co u ciebie?Jak się czujesz?-wypowiadając te słowa był taki...no nie wiem troskliwy?
-U mnie?...Dobrze-mruknęłam.
-Znalazłaś sobie kogoś?Pewnie nie muszę pytać...spotykasz się z Harrym?-poczułam chłód przy wypowiadaniu imienia mojego chłopaka.
-Tak.Jesteśmy razem-powiedziałam z dumą.-A ty?Znalazłeś kogoś czy nadal...
-Tak nadal się spotykamy-powiedział a ja przypomniałam sobie ten dzień kiedy ich nakryłam.Ta parszywa twarz z toną tapety, te blond loki (taki żarcik).Szczerze mówiąc trochę mnie zemdliło.
-Między nami w porządku?-zapytał.
-Jonathan...między nami nigdy nie będzie do końca w porządku ale częściowo...tak-uśmiechnęłam się lekko.
-Cieszę się-powiedział.Szczerze mówiąc to cieszę się że to sobie jakoś wyjaśniliśmy.
-Muszę iść-powiedziałam krótko i podniosłam się z ławki.
-Dziękuję że zemną porozmawiałaś-skwitował i także się podniósł.Przytuliłam się do niego lekko na pożegnanie.Czułam się inaczej niż kiedyś.Było mi niewygodnie, niekomfortowo.Może dlatego że zaczął bardziej mnie ściskać i jeździć rękoma po mojej talii.
-Puść mnie-warknęłam.
-Nicole...nie widzisz tego?Pasujemy do siebie idealnie-szepną mi do ucha po czym przeszedł mnie dreszcz.
-Nie!Puść mnie!-krzyknęłam.Próbowałam się wyrwać ale był silniejszy.Przyparł mnie do drzewa i zaczął całować po szyi.Krzyczałam.Jak na utrapienie nikogo dookoła nie było.Biłam go i szarpałam się.Czułam że opadam już z sił, że nie dam rady gdy w pewnym momencie poczułam się wolna.Jonathan leżał na ziemi a chłopak o kruczo-czarnych włosach okładał go pięściami.
-Zayn?-zakryłam usta ręką gdy się do mnie odwrócił.W pewnym momencie wstał i chwycił mnie za rękę.
-Chodź!Szybko!-pociągną mnie-Musimy iść!-poganiał mnie.Odwróciłam się ostatni raz do podnoszącego się już Jonathana.-Między nami nigdy nie będzie w porządku!-krzyknęłam będąc już na końcu ścieżki prowadzącej przez park.Szybko wsiadłam do samochodu do którego skierował mnie Zayn.Wsiadłam na miejsce pasażera a on wsuną się za kierownicę.
-Dziękuję-wydukałam.
-Nie ma za co-uśmiechną się lekko-Mam nadzieję że nic ci nie jest-zmartwił się.
-Wszystko jest dobrze-mruknęłam-obiecaj mi że Harry się nie dowie-szepnęłam.
-Za późno...-mrukną.
-Jak to? I co robiłeś w parku przecież macie próby?-zapytałam.
-Mieliśmy przerwę więc wyskoczyłem aby spotkać się z Perrie to właśnie robiłem w parku i w pewnym momencie usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.Podeszliśmy bliżej i wtedy cię zobaczyłem.Poprosiłem Perrie aby dała znać Harremu.Nie chciałem żeby miał później wyrzuty.Przepraszam-mrukną.
-Może to i dobrze.Dziękuję Zayn-powiedziałam i pogłaskałam go po ramieniu.
-Dla przyjaciół wszystko-powiedział patrząc w moją stronę z uśmiechem który od razu odwzajemniłam.-Zawiozę cię do domu okey?
-Tak.Chciałam iść na zakupy ale może lepiej nie będę nigdzie sama chodziła.-wywnioskowałam.
-Też tak uważam-skwitował.-Jesteśmy-uśmiechną się.
-Co, już?-zapytałam zdziwiona szybkim dotarciem do domu.
-No tak to tylko trzy ulice z tąd-zaśmiała się.
-Dziękuję jeszcze raz-pomachałam mu zamykając drzwi.Odwróciłam się a go już nie było.Samochód Harrego stał na podjeździe.Weszłam powolnym krokiem po schodach i otworzyłam lekko drzwi.Przekroczyłam próg i zdjęłam buty gdy poczułam uścisk.Zatopiłam się w jego ramionach.Teraz czułam się w stu procentach bezpieczna.
-Nic ci nie jest?Wszystko okey?-szepną mi do ucha.
-Tak Harry...wszystko dobrze-mruknęłam wtulając się w niego.-Przepraszam-szepnęłam.Odsuną mnie lekko od siebie.
-Nie masz za co-powiedział ledwo słyszalnie i musną moje usta.-Chodź.Musisz odpocząć-powiedział i zaprowadził mnie na górę.Przeprałam się.Harry także zmienił koszulę i jeansy na dres.Poszłam do łazienki zmyć makijaż.Gdy wróciłam Harry leżał na łóżku i czekał na mnie wybierając film.Dołączyłam do niego i wybraliśmy "Plan B".Włączyliśmy i usiedliśmy na łóżku.Przytuliłam się do niego a on kreślił kciukiem na moim ramieniu kółeczka co mnie łaskotało.Spojrzałam na niego.
-Kocham Cię Harry...-wyznałam mu miłość.Tak centralnie.Pierwszy raz w naszym związku.Cmokną lekko moje usta.-Ja też Cię kocham-uśmiechną się do mnie ukazując szereg białych ząbków i te cudowne dołeczki.Spojrzałam mu w oczy i zatonęłam...zatonęłam w zielonym oceanie jego uczuć...
******
NASTĘPNY W PIĄTEK! ;D