Cudowny wieczór,romantyczna kolacja przy świecach a do tego jakiś film.Cudownie mi się tak z nim siedziało ale niestety coś tę chwilę zepsuć musiało.Do Jonathana zadzwonił telefon....jak się domyślam biznes.
-Muszę iść...to z pracy....nie czekaj na mnie wrócę pewnie późno-powiedział i cmokną mnie w usta.
-Okey ale uważaj na siebie-westchnęłam.Wyszedł z domu a ja zadzwoniłam do Nessi.
-Heej...co tam?-usłyszałam głos w słuchawce.
-Victor jest w domu?
-Tak siedzimy sobie i gramy w jakąś grę to chyba monopol.
-Ahaaa bo Ji musiał gdzieś wyjść a skoro on to Victor także-powiedziałam.
-Nie wiem ale Vic jest w domu-powiedziała.
-Ahaa okey.
-A co tam u ciebie Jonathan przeprosił?
-Tak zrobił kolację na dodatek przy świecach i jeszcze oglądaliśmy film....cudowny wieczór ale nam przerwano a on powiedział że idzie do pracy-powiedziałam.
-Oooo to fajnie...szkoda że wam przerwano no ale wiesz ta ich praca....ja niestety muszę kończyć bo Vic się niecierpliwi.
-Okay paaa i pozdrów go-powiedziałam i rozłączyłam się.Usiadłąm zrezygnowana z powrotem na kanapie i wzięłam do rąk laptopa.Sprawdziłam Facooboka,popisałam ze starymi znajomy a następnie weszłam na Twittera.Całe One Direction mnie obserwuje...jej zatkało mnie.Uśmiechnęłam się do monitora i weszłam na profil Harrego.Widniał tam tweet do mnie.Odpisałam mu i zamknęłam urządzenie.Rozsiadałam się wygodniej nakrywając kocem i pogłębiłam się w filmie który oglądałam z Jonathanem.Szybko zmorzył mnie sen.Obudziłam się o 9:20.Dzisiaj mam wolne więc porobię coś w domu.Zaczęłam od góry.Wypolerowałam naszą łazienkę,następnie podłogi w każdym pokoju.Zmieniłam firanki,pościele,wytrzepałam dywany,umyłam okna i poskładałam wszystko w naszej szafie.Jonathana jeszcze nie było ale czasami wracał z pracy dopiero po jednym dniu czasem nawet po dwóch ostatnio.Powycierałam wszystkie kurze a pokoje gościnne lśniły.Nasza sypialnia nie była taka czysta chyba jeszcze nigdy.Na półeczkach poukładałam nasze zdjęcia.Wszystko było idealnie.Następnie wzięłam się za dół.Kuchnia,dwie łazienki i salon.Wysprzątanie całego domu zajęło mi cztery godziny.Skończyłam wszystko o 13:30.Trochę zgłodniałam ale nasza lodówka świeciła pustkami.Poszłam na górę.Umalowałam się,włosy spięłam w wysokiego kucyka i ubrałam się.Pogoda nie była zbyt ładna więc wzięłam ze sobą parasol.Udałam się do pobliskiego TESCO.Kupiłam jakieś rzeczy potrzebne do zrobienia pizzy.Szynka,ser,kukurydza,pepperoni,ketchup i jeszcze jakieś dodatki.Zapłaciłam i udałam się do wyjścia.Zaraz przy sklepie był bankomat więc udałam się do niego aby pobrać jakieś pieniądze.Stał tam jakiś chłopak z dziewczyną a za nimi jeszcze jeden osobnik.Chłopak który stał z dziewczyną na pozór podobny do Jonathana.Ten sam wzrost,identyczne jeansy i bluza a do tego lewy profil.Taki sam.Przez chwilę myślałam że to mój Ji ale pomyślałam że są chłopacy podobni do niego.Gdy się do mnie odwrócił od razu zasłonił twarz co mnie trochę zdziwiło ale odwrócił się do mnie także osobnik kóry stał za nimi.
-Zayn?Co ty tutaj robisz?-zapytałam zdziwiona.
-Hej Nicole....no wiesz Harremu zachciało się bananów,Niallowi kurczaka,Louisowi marchewek,Liamowi lodów ale wziąłem bez łyżek a ja chciałem jakieś chipsy...a ty co tutaj robisz?-zapytał.
-Jaa...ja przyszłam na zakupy.Jonathana nie ma więc postanowiłam zrobić coś na obiad ale nasza lodówka jest pusta więc kupiłam różne rzeczy.
-Oooo a co będziesz gotować?-uśmiechną się do mnie.
-Pizze będę robiła...jak chcecie możecie do nas wpaść za jakąś godzinkę-odwzajemniłam uśmiech.Parka która stała przed mulatem odeszła więc on załatwił swoje sprawy a ja załatwiłam swoje.
-Może cię odwieźć?-zapytał.
-Nie nie trzeba, mieszkam tutaj niedaleko.
-Choć podwiozę cię....-uśmiechną się do mnie.
-No okey-powiedziałam i wsiadłam do samochodu.Miło nam się po drodze rozmawiało ale podróż dobiegła końca.Zayn przywiózł mnie pod dom.
-To widzimy się za godzinkę-uśmiechnęłam się.
-Jasne...będziemy-odwzajemnił uśmiech a ja zamknęłam drzwi od samochodu.Pomachałam mu i odjechał.Weszłam do domu a mojego chłopaka wciąż nie było.Opuściłam ramiona i udałam się do kuchni.Zadzwoniłam do Ness która była w moim domu w niecałe dwie minuty.
-A Vic gdzie?
-Pojechał rano do pracy.Dzwoniłam do niego ale powiedział mi że nie ma tam Jonathana-powiedziała.
-Okłamał mnie.....dobra nie ważne.Chłopaki przyjdą za godzinę więc musimy wyrobić się z pizzą.Ty nakryj stół a ja zacznę wyrabiać ciasto okey?
-Tak jest!-zasalutowała a ja zaczęłam się śmiać.Zaczęłyśmy wszystko przygotowywać.Gdy stół był gotowy Ness pomogła mi pokroić różne składniki i tak w końcu pizza znalazła się w piekarniku a Ness uparła się że musi się przebrać.Ja byłam nadal w tym samym.Jasne jeansy w kwiatki oraz brązowy sweterek w szare paski.Poprawiłam tylko fryzurę i makijaż.Dałam Ness ubranie a ona zmieniła dresy i t-shirt w strój który jej dałam.Zeszłyśmy na dół i wyjęłyśmy pizzę z piekarnika.Wyglądała idealnie.Położyłyśmy ją na wielki talerz a po domu rozległ się głos dzwonka.Poszłam otworzyć drzwi i zobaczyłam w nich roześmiane twarze chłopaków.