wtorek, 17 września 2013

Rozdział 20

UWAGA! 20 ROZDZIAŁ! A TERAZ DZIEŃ DOBRY WIECZÓR I ZAPRASZAM DO CZYTANIA! ZA WSZYSTKIE BŁĘDY I GŁUPOTY PRZEPRASZAM! ♥ CZYTASZ=KOMENTUJESZ♥♥♥
**************
*Oczami Lou*
Wróciłem do domu w samych skowronkach.Niedziela rano.Iż wczorajszy koncert się nie odbył będzie on dzisiaj więc musiałem wrócić do domu przed południem.Wchodząc do domu zastałem ciszę.Była już 10:00.Śpiochy-pomyślałem i zajrzałem do kuchni.O dziwo moim oczom ukazała się postać smukłej brunetki.Nicole.
-O hej-szepnąłem podchodząc do niej.
-Hej-uścisnęła mnie na powitanie-musisz mi pomóc!Co mam zrobić na śniadanie?-zapytała szczerząc się.
-Co ty masz zrobić?-zapytałem.
-Yhmmm...-mruknęła.
-A może zrobimy coś razem i proponuję.....grzanki z nutellą!-machnąłem rękoma.
-Pomożesz mi?
-Jasne!
-Super-klasnęła w dłonie-więc zabierzmy się za grzanki.
-Wiec tak...ilu nas będzie?-zapytałem.
-To tak ja,Harry,Zayn i Perrie u Liama jest Sophie więc kolejna dwójka do tego ty a Niall i Ness jeszcze nie przyszli ale domyślam się że będą przecież jest niedziela-zaśmiała się-A jak Eve?Będzie?I udało się?-zapytała z iskierką w oczach.Lekko się zarumieniłem.
-Jesteśmy razem-mruknąłem ledwo słyszalnie i uśmiechnąłem się na samą myśl o niej.
-Serio?-wytrzeszczyła oczy-TO GRATULACJE!-rzuciła mi się na szyję.
-Ale nie będzie jej dzisiaj-posmutniałem-pracuje
-Ooo szkoda-odsunęła się ze smutną miną.
-Dobra zabierajmy się za gotowanie-szturchnąłem ją a humor momentalnie jej się poprawił.Chyba lubiła gotować.Wyjęliśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęła się robota.Nicole robiła herbaty a ja wsadzałem chleb to tostera(czyt. grzankera xD ) wyjęliśmy nutelle.Powoli w kuchni pojawiały się kolejne dusze siadając przy stole i czekając na śniadanie.Nie minęło dziesięć minut a wszystko było gotowe z fenomenalnym efektem.Zajadaliśmy się całą siódemką gdy do domu wpadli także Niall i Nessi.
-Oooo jak dobrze idealnie na śniadanie-krzyknęła Ness z korytarza.Zaśmialiśmy się.Mój telefon zawibrował a zauważając na wyświetlaczu imię Eve poszedłem odebrać.
*Oczami Nicole*
Jedliśmy śniadanie w swoim towarzystwie.Louis jak znikną tak go nie ma.Rozmawialiśmy, śmialiśmy się.W pewnym momencie do Ness zadzwonił telefon.Momentalnie ucichliśmy.
-Halo?-powiedziała do słuchawki-MAMA?!Jak ty...o co...ale...dobra słucham no-warknęła.Byliśmy pokłócone z naszymi rodzicami nie dziwiłam się że tak zareagowała.-Dobrze mamo powiem jej-jej mina z wściekłej zrobiła się smutno,zmartwiona i lekko zdziwiona.Po chwili odłożyła telefon.
-Nic musimy lecieć do Polski.Najlepiej jak najszybciej!-wstała panikując.
-Ness.Uspokuj się! Co się stało?-zapytałam także się podnosząc.
-Babcia...miała zawał.Jest w szpitalu w ciężkim stanie ale jest jakaś nadzieja.Musimy tam jechać-łza spłynęła zarówno po moim jak i po jej policzku.
-Dobrze.Tak, musimy lecieć-podeszłam do niej i pogłaskałam uspokajająco po ramieniu-musimy się spakować i polecimy-powiedziałam.
-Nie puszczę cię samej w takim stanie-powiedział Harry podchodząc do mnie.
-Przyłączam się-dodał Nialler wstając.
-Chłopaki macie koncert-wydukałam.
-Za półtorej godziny i dwie godziny koncertu a zanim się spakujecie my już będziemy-przytulił mnie Harry.
-Masz rację-powiedziała Ness-potrzebujemy was.Poczekamy-uśmiechnęła się lekko w stronę Nialla.
-Chodźcie chłopaki musimy jechać!-krzykną Lou wchodząc do kuchni-co się stało?-zapytał.
-Wyjaśnimy ci po drodze-mrukną Zayn i klepną nas po ramieniu mijając nas.
-Idźcie-pchnęłam lekko Harrego z udawanym uśmiechem na ustach.
-Dobrze.Pa.Będziemy niedługo i pojedziemy razem.Będzie dobrze.
-Dziękuję-szepnęłam i musnęłam lekko jego usta na odchodne.-Wpierw pójdziemy do ciebie-powiedziałam-Tylko się przebiorę.
-Okey.Chodź pomogę ci coś wybrać-zaproponowała.
-Dziękuję-chwyciłam ją za rękę.Drżała.Nie kontaktowałyśmy się z babcią od 2 lat ale kochamy ją bardzo mocno.Weszłyśmy na górę i udałyśmy się do naszej garderoby.Szybko wybrałam sobie strój.Szybkim tempem zrobiłam sobie makijaż a na szyi zawiesiłam łańcuszek który dostałam od babci.
-Chodźmy-powiedziałam i tak po krótkiej chwili wyszłyśmy z domu-Nie martw się.Będzie dobrze-uspokajałam Ness chociaż w głębi duszy straszliwie się bałam.
-Staram się tak myśleć ale...babcia ma już swoje lata wiesz o tym-szturchnęła mnie a ja przypomniałam ją sobie.Krótko włosa brunetka o brązowych oczach.Zawsze uśmiechnięta i pogodna.Stawiała na swoim i u niej zawsze byłeś głodny.Uśmiechnęłam się pod nosem i zauważyłam że jesteśmy na miejscu.Weszłyśmy do środka a Ness od razu chwyciła za walizki a ja szukałam jej dokumentów i paszportu.Grzebałam po szafkach gdy natknęłam się na zdjęcie babci.
-Ness chodź tutaj!-krzyknęłam.Przybiegła natychmiastowo.Pokazałam jej zdjęcie.
-Zawsze taka była-uśmiechnęła się i dotknęła palcem zdjęcia-tęsknię za nią-spuściła wzrok ale zaraz z powrotem pobiegła się pakować.Pod zdjęciem leżał paszport i reszta potrzebnych nam dokumentów.Wszystko wpakowałam do jej torebki(podręcznej jak to u kobiety wypada) i zarezerwowałam bilety na samolot o 16:15.
-Gotowa?-zapytałam-Już trzynasta a ja jeszcze nie spakowałam siebie i Harrego a poza tym musisz się zająć rzeczami Nialla-szturchnęłam ją.
-Tak już tylko się przebiorę-dopięła walizkę i wskoczyła do łazienki.Wyszła ślicznie ale gustownie ubrana.Szybko złapała za walizki i poszłyśmy z powrotem do nas.Dosłownie wbiegłyśmy do domu a ja wrzucałam najpotrzebniejsze rzeczy zarówno moje jak i Harrego.Ness poszła pakować Nialla.Ona lepiej zrobi to niż ja.Nasze dokumenty włożyłam do torebki i po godzinie byłam gotowa.Już 14:40.Gdzie oni są?-zamyśliłam się ale dźwięk trzaskających drzwi wyrwał mnie z tego.W mgnieniu oka znalazłyśmy się z walizkami na dole.Chłopcy szybko się z nami przywitali i zanieśli rzeczy do samochodu a my pożegnałyśmy się z resztą.Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie a na lotnisku jeszcze szybciej.Odprawa nie była długa a lot trwał dwie godziny.Następnie czekała nas dwu i pół godzinna podróż z Warszawy do Białegostoku.Gdy byłyśmy już w rodzinnym mieście babci postanowiłyśmy w pierw odwieźć nasze rzeczy.Podałyśmy taksówkarzowi adres i zajechałyśmy pod sam dom babci.Trochę się tutaj zmieniło(trochę czyt. baaaardzo). Staliśmy we czwórkę pod drzwiami.Babcia na pewno nic to nie zmieniła.Zajrzałam pod wycieraczkę, a jak jest klucz.Otworzyłam drzwi i skierowałam się biegiem do mojego starego pokoju.Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam to co kilka lat temu.Te same żółte ściany, to samo biurko,szafa i zabawki ale łóżko inne,takie duże.Aj ta babcia wiedziała że kiedyś na pewno wrócę.Zostawiliśmy rzeczy i jeszcze raz zamówiliśmy taksówkę.Zamykając drzwi na klucz i odkładając go pod wycieraczkę wskoczyłam do taksówki a w szpitalu byliśmy po dziesięciu minutach.
-Ładny miałaś pokój-mrukną mi Harry na ucho.
-Dziękuję skarbie-uśmiechnęłam się zadziornie i pstryknęłam go w nos.Wysiadając z taksówki Ness zapłaciła.Ustawiliśmy się przed wielkim budynkiem.Złapałam Harrego za rękę i razem weszliśmy tam.Nie lubię takich miejsc.Biało, śmierdzi lekami, pełno chorych.Odgoniłam myśli na sam widok jaki ujrzałam.Moi rodzice.Siedzieli na krzesłach przed salą.Zatrzymałam się.Mama wstała.Wciąż taka sama,smukła blondynka o zielonych oczach i mocnych rysach twarzy.Przypomniałam ją sobie dwa lata temu.Ta pogarda w jej oczach teraz była smutna i zaskoczona.Zakryła ręką usta i zbliżała się do mnie..........

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz